Square Clock Streamline Icon: https://streamlinehq.com

Pn - Pt: 8:00 – 16:00

Mail Send Envelope Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Phone Circle Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Delete Square Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Tailless Line Arrow Left Square Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Współuzależnienie, uzależnienie i DDA

Rozmowa z Mają

Maja ma 21 lat i jest alkoholiczką. Nie pije, ale wie, że ta choroba zostanie z nią na zawsze. W szczerym wywiadzie opowiada o dorastaniu w cieniu ojca-alkoholika, własnym uzależnieniu i o tym, jak w końcu odnalazła siebie – bez alkoholu, toksycznych relacji i udawania kogoś innego.

Masz 21 lat i sama się zgłosiłaś, żeby opowiedzieć o swojej historii uzależnienia. To bardzo odważne. Kim jesteś i jak to wszystko się zaczęło?

Historia zaczyna się od tego, co działo się między moimi rodzicami, kiedy byłam mała. Z dzieciństwa mam tylko kilka wspomnień. Najbardziej żywe to, jak zadzwoniłam do cioci, żeby wyszła z domu i poczekała na mnie. Bałam się wtedy mojego taty, chociaż nic mi nie zrobił, po prostu spał pod wpływem alkoholu. Biegłam wtedy przez pół osiedla, żeby dotrzeć do cioci, to się zdarzyło więcej niż raz. Tata wtedy przez dwa albo trzy dni nie wiedział, gdzie jestem, nie kontaktował się ze mną. Z perspektywy czasu myślę, że może uważał, że tam będę bezpieczniejsza.

Moją strategią przetrwania było odgrywanie roli bohaterki – próbowałam wszystko naprawić. Od dziecka.

Bardzo szybko dużo rzeczy zrozumiałam. Byłam świadoma, że mój tata jest alkoholikiem. Zastrzegałam się, że ja nigdy tego nie tknę, bo wiedziałam, co to jest. Nie miałam przeświadczenia, że to normalne, że tak żyje większość rodzin, wiedziałam, że to bardzo złe.

Próbowałam naprawić tatę, poskładać związek moich rodziców, bo oni nie umieli sobie poradzić. Niestety, mój tata jest aktywnym alkoholikiem do dzisiaj. 

Czyli małżeństwo Twoich rodziców się rozpadło? 

Tak, mama się wyprowadziła, gdy miałam osiem-dziewięć lat. Nie mam jej tego za złe, bardzo dobrze, że to zrobiła. Nie mogła mnie zabrać do siebie, miała małe mieszkanie, dlatego zostawiła mnie z tatą pod opieką babci. Babcię wspominam najlepiej, u niej było zawsze cudownie. Z tatą było już gorzej, czasem nie odbierał mnie ze szkoły, nie przychodził na zebrania, wpadał w kilkutygodniowe ciągi. Jako kilkulatka dbałam o mieszkanie i o ojca, co teraz wydaje mi się absurdalne. 

Dobrze zniosłam rozstanie rodziców, nie było to dla mnie nic nienormalnego. Uważałam, że nawet lepiej, jeśli nie mieszkają razem. Mama nie odeszła, bo była w moim życiu, tylko w innym domu.

Pamiętasz jakieś szczególnie trudne sytuacje z tego okresu?

Wyparłam bardzo dużo wspomnień z dzieciństwa, ale pamiętam sytuację kilka dni po mojej komunii. Miałam iść do kościoła, a tata zamknął mnie w domu, nie dało się wyjść. Zrobił to, bo był w ciągu i nie było go całymi dniami, a czasem nawet nocami. Podobno ojciec chodził na terapię, ale teraz w to nie wierzę. Podejrzewam, że tak mówił, żeby mnie uspokoić.

Te doświadczenia mnie ukształtowały. Bardzo chciałam wszystkich ratować, za wszystko brać odpowiedzialność. Godzinami rozmawiałam z ojcem, próbując rozwiązać jego problemy, ale on cierpi na chorobę, której rozmowa nie wyleczy. 

Jesteś DDA – to wpłynęło również na Twoje funkcjonowanie w relacjach? 

Mam tendencję do bycia nieobecna w relacji, ale staram się z tym walczyć. W przeszłości często uciekałam w alkohol. Kiedy dzieje się coś stresującego, nie mogę sobie z tym poradzić i się wycofuję. Zauważyłam, że robię to również w przyjaźniach. Kiedy w życiu drugiej osoby dzieje się coś złego, nie umiem funkcjonować. To trochę paradoks, bo całe życie próbowałam ratować tatę, a w relacjach z innymi, mam wrażenie, że nikomu nie umiem pomóc. 

Mam jedną najbliższą przyjaciółkę od początku liceum. Na początku w ogóle się nie lubiłyśmy, miałyśmy wiele różnych sytuacji – i dobrych, i złych. Teraz relacja jest na tyle silna, że zawsze wracamy do siebie, mimo kłótni. Ona rozumie, dlaczego ja tak reaguję, ale to nie oznacza, że to usprawiedliwia. Po prostu potrafi ze mną rozmawiać na tyle spokojnie, że ja daję radę okazać wsparcie, a nie uciekać. 

Ze znajomymi było różnie i bardzo dużo osób przez to straciłam. Po każdej zakończonej relacji albo kłótni naprawdę siedziałam i zastanawiałam się: co jest ze mną nie tak? Czemu nie mam empatii? Czemu nie umiem okazać wsparcia? Czemu czasami jestem wręcz agresywna wobec tych osób, zarzucam im, jak mogły się zachować w taki, a nie inny sposób? Potrafię zrozumieć wiele rzeczy, ale czasem trudno mi „wejść w buty” drugiej osoby. 

Rodzina z problemem alkoholowym, dużo odpowiedzialności, szybkie dorastanie – jak w takich warunkach zaczął się Twój problem z alkoholem? 

Pierwszy raz, kiedy napiłam się alkoholu, to była wódka. Zima, z jedną koleżanką, pół litra na pół gdzieś na jakiejś kłodzie, dookoła śnieg.

Ja wypiłam swoje pół, ona swoje. Nie poczułam nic, kompletnie. Jakbym była trzeźwa. Moja koleżanka natomiast upiła się tak bardzo, że musiałam ją ciągnąć do domu. Upadała, musiałam ją podnosić, później zaczęła wymiotować krwią. Mój tata był w domu, więc, żeby uniknąć przypału, powiedziałam, że koleżanka ma gruźlicę. Uwierzył. 

Ile miałaś wtedy lat? 

Końcówka szkoły podstawowej. Następne sytuacje były już mocniejsze. Pamiętam, że raz z koleżankami zrobiłyśmy konkurs na to, która najwięcej wypije i wygrałam. Poszłyśmy do mnie do domu, wszystkie pijane. Koleżanki powiedziały mojemu tacie, że jestem naćpana. Uwierzył, bo nie brał pod uwagę, że po prostu się upiłam. Zawiózł mnie wtedy do mamy, dostałam karę. 

Z czasem w moim środowisku było coraz więcej imprez. Na każdej dużo piłam, ale czułam, że to wciąż za mało, że nie jestem pijana. Wtedy już częściowo mieszkałam u taty, częściowo u mamy. U taty miałam większy luz, mogłam zostać u kogoś na noc, wrócić pijana i nic się nie działo. Kiedy zostawałam u mamy, teoretycznie musiałam się pilnować, ale często i tak się upijałam. 

Na początku byłam dumna, że mam mocną głowę: nie wymiotowałam, nigdy nie miałam kaca. Wiem, że część złych, niebezpiecznych sytuacji wyparłam. Kiedy miałam 14-15 lat, tak mocno się upiłam, że wyszłam na balkon i powiedziałam, że skaczę. Koleżanka w ostatniej chwili mnie złapała i nie pozwoliła wyskoczyć przez barierkę. Nie byłam naćpana, po prostu stwierdziłam, że sobie polecę z balkonu. Pamiętam, że byłam tamtego dnia bardzo smutna, może po prostu szukałam uwagi? Na imprezach często to ktoś inny był w centrum zainteresowania, a wtedy w końcu wszyscy zwrócili uwagę na mnie.

Miałaś takie sytuacje, że urywał Ci się film? 

Takie sytuacje zaczęły się w liceum. Poznałam wtedy swoją pierwszą dziewczynę i na początku nie umiałyśmy spotykać się bez alkoholu. Obie się strasznie stresowałyśmy, dlatego kupowałyśmy po kilka piw, żeby się rozluźnić. Nie miałam wsparcia, które pomogłoby mi radzić sobie z emocjami. Mama wiedziała, że podobają mi się i dziewczyny, i chłopcy, ale brakowało mi od niej rad, jak poradzić sobie z pierwszymi zauroczeniami. Trudno mi było w ogóle wchodzić w relacje, miałam obawy, że powiem coś nie tak, zatnę się w trakcie rozmowy i ktoś pomyśli, że jestem głupia.

Doświadczyłaś niebezpiecznych sytuacji? Przed czym z perspektywy czasu chciałabyś przestrzec nastolatki?

Na pewno po alkoholu jest większe ryzyko, że możemy paść ofiarą przemocy seksualnej. Sama tego nie doświadczyłam, ale słyszałam historie bliskich mi osób. 

Po alkoholu mamy zaburzoną zdolność podejmowania decyzji, tracimy kontrolę. Możemy pójść gdzieś z obcą osobą, wsiąść do jej samochodu.

Złe rzeczy dzieją się nawet na imprezach w gronie znajomych. 

Jeśli chodzi o moje doświadczenia, to była trudna sytuacja, którą znam głównie z opowieści innych, bo ja niewiele pamiętam. Pokłóciłam się wtedy ze swoją dziewczyną, byłam agresywna, wyzywałam ją, szarpałam, a na koniec jeszcze zdradziłam z chłopakiem. Nie wiem, czy wypiłam tak dużo, czy ktoś mi coś dosypał. Nie pamiętam powrotu z imprezy, to znajomi mi powiedzieli, że skakałam przez ogrodzenie i ochroniarz mnie szarpał. Zgubiłam tam telefon. Moja dziewczyna mnie stamtąd wyciągnęła i zawiozła do domu. To była pierwsza sytuacja, która zapaliła mi lampkę, że coś jest nie tak, ale mimo to dalej piłam.

Później też zdarzyło się, że po imprezie obcy ludzie znaleźli mnie na łące. Byłam brudna, nie miałam jednego buta, na spodniach coś białego – do dzisiaj nie wiem, co to było. Zawieźli mnie do mieszkania mojej byłej dziewczyny. Rano się obudziłam, zorientowałam się, że się zesikałam pod siebie. Było mi bardzo wstyd, pamiętam, jak wsadziłam pościel do pralki, przeprosiłam i wyszłam, bo nie miałam odwagi spojrzeć jej w oczy. To obudziło moją chęć, żeby przestać pić.

Ale wtedy nie przestałaś?

Nie. Nigdy nie piłam sama, tylko na imprezach. Za każdym razem mówiłam: „koniec, przestaję, nigdy więcej się tak nie upiję, muszę nad tym zapanować”. Później przychodziła kolejna impreza, obiecywałam sobie, że dzisiaj na spokojnie, jeden albo dwa kieliszki, może drink lub piwo. Tylko że finalnie, gdy ludzie wokół mnie pili, to ja też. Kiedy już sięgałam po alkohol, odcinałam się na tyle, że nie miałam hamulców. Piłam do upadłego.

Uważasz się za osobę uzależnioną? 

Tak. Moje współuzależnienie przeszło w to, że ja sama jestem alkoholiczką. Przez lata miałam nadzieję, że ojciec przestanie pić. Straciłam ją, dopiero gdy sama odstawiłam alkohol i zrozumiałam, że to jest możliwe, tylko on po prostu nie chce. 

Alkohol bardzo krzywdzi młodzież, w tak młodym wieku nie ma się jeszcze rozwiniętego mózgu. Nigdy nie brałam narkotyków, spróbowałam tylko marihuany i jestem jej ogromną przeciwniczką. 

Alkohol to używka tak bardzo znormalizowana w naszym kraju, że nawet nie czujemy zagrożenia.

Widziałam drogę wielu osób wpadających w alkoholizm, mój tata też zaczął pić w wieku 18 lat. To niestety często przechodzi z pokolenia na pokolenie. Czemu my to robimy? Dlaczego nie umiemy spędzać czasu bez alkoholu? Czemu każda impreza jest mu podporządkowana? Moi najbliżsi spotykają się teraz bez alkoholu. Ale imprezy w większym gronie? Alkohol jest zawsze. 

Boisz się teraz imprez, gdzie jest alkohol?

Już nie. Odnalazłam w sobie zawziętość, którą miałam jako dziecko, dlatego nie boję się, że ulegnę i się napiję. Bardzo pomogła mi terapia. Miałam takie sytuacje, że wypiłam jedno piwo i na tym się zatrzymywałam, ale następnego dnia czułam się źle fizycznie i miałam poczucie winy. Pytałam sama siebie: po co to robisz? Skoro nie pijesz, to po co to piwo? Co chcesz sobie udowodnić? Dopasować się do środowiska? Nie potrzebujesz tego. Umiesz się bawić bez alkoholu i dobrze o tym wiesz.

Bardzo ważna jest retrospekcja myśli – zastanowienie się, co spowodowało, że sięgnęłam po alkohol. A potem refleksja, że nawet jeśli już się zdarzyła taka sytuacja, to trzeba sobie uświadomić, że to nie jest mi potrzebne i nie pozwalać sobie pójść dalej.

Jak przestałaś pić? Co spowodowało ten moment, w którym powiedziałaś: „koniec”? Wspomniałaś o terapii.

Na terapię chodziłam około dwóch lat, z przerwą. To była psychoterapia skupiona na uzależnieniu i współuzależnieniu. Jeśli nie mamy z kim porozmawiać, to właśnie po to jest terapia – żeby to wyrzucić, poukładać myśli jak puzzle. Mamy ogromny bagaż trudnych sytuacji, często ciężkie dzieciństwo, ciężkie wydarzenia. I jesteśmy z tym, jak dzieci, nie wiemy, co zrobić. W takiej sytuacji warto pójść do kogoś, kto pomoże to poukładać. Żałuję, że nie zdecydowałam się jeszcze na terapię grupową i planuję to nadrobić, może nawet dołączę do AA. To, że nie piję, nie zmienia faktu, że jestem alkoholiczką. 

Masz dzisiaj jeszcze kontakt z tatą? 

Nie mamy kontaktu poza sprawami alimentów, relacja jest trudna. Kiedy stawiam granicę, on próbuje wywoływać wyrzuty sumienia. Ma tak silny charakter, że dopóki sam nie rozumie i nie przestanie wypierać problemu, nic nie możemy zrobić. Cieszę się, że wyzbyłam się nadziei i nie mam z nim już tak silnej więzi, jak kiedyś. Mogę żyć, nie zastanawiając się ciągle, czy kiedyś się zmieni. 

Była taka sytuacja, że uratowałam mu życie, nie odbierał telefonu i miałam przeczucie, że coś jest nie tak. Okazało się, że miał zapalenie płuc i dostał zapaści, wezwałam pomoc praktycznie w ostatniej chwili. Nie pił wtedy alkoholu, ale ja czułam, że coś mu się stało – i to się potwierdziło. Mimo wszystko staram się nie myśleć, co u niego. Nie chcę wiedzieć, jak żyje, żeby nie patrzeć, jak dalej pije i krzywdzi sam siebie. Życzę mu dobrze, oczywiście, ale nie chcę wnikać w jego życie.

Widzę, że wiele przepracowałaś. Czy chciałabyś na koniec podzielić się czymś z naszymi czytelnikami?

Gdyby nie wzorzec alkoholowy w domu, nie wiadomo, jak wyglądałaby moja inicjacja alkoholowa i pierwsze doświadczenia z rówieśnikami. Rodzice powinni zwracać uwagę – nie zakazami, ale tłumaczeniem, co się dzieje po alkoholu. Jedna pani psycholog powiedziała, że dzieci w ogóle nie powinny widzieć alkoholu w okresie dojrzewania – zgadzam się z tym w stu procentach.

Dla mnie największym sukcesem było postawienie na siebie. Nie jest mi już przykro, że jestem sama ze sobą. 

Kocham być sama i kocham siebie. Trzeba patrzeć na siebie jak na partnera, bo jesteśmy ze sobą całe życie.

Trzeba siebie lubić – nawet trochę. Wyjście na spacer, do kina, na jedzenie, spędzenie dnia w domu na sprzątaniu, czytaniu, śpiewaniu, tańczeniu w piżamie przy muzyce – to wszystko nauczyło mnie kochać siebie i swoje życie.

Maja
Maja

Maja

Ma 21 lat i jest trzeźwą alkoholiczką. Dorastała z ojcem-alkoholikiem, pierwszą wódkę wypiła w szkole podstawowej. Dzięki terapii i zmianie środowiska odbudowała swoje życie. Sama zgłosiła się do nas, aby opowiedzieć swoją historię i przestrzec innych.

Maja

Maja

Ma 21 lat i jest trzeźwą alkoholiczką. Dorastała z ojcem-alkoholikiem, pierwszą wódkę wypiła w szkole podstawowej. Dzięki terapii i zmianie środowiska odbudowała swoje życie. Sama zgłosiła się do nas, aby opowiedzieć swoją historię i przestrzec innych.

Czytaj inne artykuły z magazynu "Pewna Terapia"

100 tysięcy kilometrów do zdrowia

Rozmowa z Martyną Chmielewską o mikrokrążeniu, biohackingu i holistycznym podejściu do zdrowia Zacznijmy od podstaw. Czy da się oszukać wiek i proces starzenia się, żeby żyć w zdrowiu i szczęściu?Tak. [...]

Uczyłam się chodzić na nowo. Dziś jestem trenerką

Rozmowa z Kingą Handzlik „Do mechanika nie idzie się z naprawionym autem” – mówi Kinga, trenerka personalna, która sama musiała nauczyć się chodzić na nowo [...]

Kobieca wioska wsparcia

O tym, czego naprawdę potrzebują współczesne mamy Dlaczego mamy są wiecznie zmęczone? Czy zmęczenie mamy różni się od zmęczenia kobiety bez dzieci? I jak zadbać o siebie, [...]

Zapisz się do newslettera

i zyskaj 25% zniżki na zamówienie!