Rozmowa z Martyną Chmielewską o mikrokrążeniu, biohackingu i holistycznym podejściu do zdrowia
Zacznijmy od podstaw. Czy da się oszukać wiek i proces starzenia się, żeby żyć w zdrowiu i szczęściu?Tak. Zacznę od prostego porównania. Każdy układ – oddechowy, pokarmowy, nerwowy i wszystkie inne – są ukrwione. I to, czy dany narząd działa dobrze, zależy od tego, czy dostaje wystarczająco tlenu, witamin, substancji odżywczych i czy jest odpowiednio detoksykowany.
Mniej więcej do 25. roku życia nikt nie narzeka na zdrowie. Pamiętasz studenckie czasy? Spało się po 3 godziny, był kac, ale szło się na zajęcia i funkcjonowało normalnie. Czy w wieku 35-40 lat da się tak samo? Ciężko. Dlaczego? Bo wtedy ukrwienie np. wątroby było idealne. Organizm szybko detoksykował i nie odczuwaliśmy za bardzo efektów dnia poprzedniego.
Im jesteśmy starsi, ten układ krwionośny jest coraz wolniejszy. A my jeszcze dużo siedzimy, zaciskając ważne naczynia w pachwinach. Ludzie z siedzącym trybem życia od pasa w dół są dramatycznie niedokrwieni, co można zobaczyć chociażby na termografii.
Od tego musimy zacząć. Od ukrwienia. Bo to jedyna droga transportowa wszystkiego, co ważne w naszym organizmie.
Ile w ogóle mamy tych naczyń włosowatych?
Żeby Ci to zwizualizować – równik ma około 40 tysięcy kilometrów. Naszych naczyń włosowatych jest 100 tysięcy kilometrów. Dwa i pół raza moglibyśmy owinąć kulę ziemską. I właśnie w tych naczyniach dzieje się cała magia – albo katastrofa. Bo jeśli tam krew nie płynie prawidłowo, organizm umiera kawałek po kawałku. Każda komórka w naszym organizmie działa jak piec, węgiel to tlen i substancje odżywcze, jeśli są dostarczane w odpowiedniej ilości to powstaje odpowiednio dużo ciepła czyli energii. Jeśli te substancje są dostarczane za wolno to w piecu wygasa, czyli komórki produkują za mało energii, którą wykorzystujemy każdego dnia – stąd zmęczenie, problemy ze sen, etc.
Kojarzy mi się wiele terapii, które mają zwiększać dotlenienie – tlenoterapia, wodoroterapia, woda wodorowa. Jak Bemer ma się do tego wszystkiego?
Możesz dostarczać organizmowi ogromne ilości tlenu czy wodoru, ale jeśli twoje naczynia nie są w stanie tego rozprowadzić – to jakbyś próbował podlewać ogród przy zakręconym zaworze.
Naczynia włosowate są cieńsze niż włos. A gdy jesteśmy odwodnieni lub przeciążeni, krew staje się gęstsza i przepływ przez te mikronaczynia jest bardzo utrudniony.

Połączenie technologii BEMER z innymi terapiami działa jak booster. Kiedy mikrokrążenie działa sprawniej, organizm lepiej wykorzystuje tlen, witaminy, suplementy i zabiegi regeneracyjne. Dlatego Bemer jest kompatybilny ze wszystkim co robimy dla swojego zdrowia.
Bemer przede wszystkim powoduje, że te naczynia zaczynają być drożne. Wszystko zaczyna płynąć. Dopiero wtedy tlen, wodór, witaminy – wszystko, co dostarczasz – ma szansę dotrzeć tam, gdzie powinno.
A jak to właściwie działa? Bo wielu ludzi mówi: to magnetoterapia.
Obie technologie wykorzystują pole elektromagnetyczne, ale różnią się sposobem jego wykorzystania i celem działania.
Magnetoterapia najczęściej działa miejscowo i stosuje się ją głównie przy urazach lub bólu konkretnego obszaru ciała — jako element terapii objawowej. Działamy też bardzo mocnym polem magnetycznym, nie do końca naturalnym dla organizmu.
Technologia BEMER została zaprojektowana z myślą o mikrokrążeniu. Wykorzystuje specjalnie modulowany impuls elektromagnetyczny o bardzo niskiej intensywności, którego konstrukcja jest chroniona patentami i była przedmiotem badań nad wpływem na wazomocję, czyli naturalne, rytmiczne ruchy najmniejszych naczyń krwionośnych.
To właśnie mikrokrążenie odpowiada za dostarczanie tlenu i składników odżywczych do wszystkich tkanek organizmu. Dlatego jego wsparcie ma charakter ogólnoustrojowy. Z tego powodu BEMER może być stosowany zarówno profilaktycznie — jako codzienne wsparcie regeneracji i funkcjonowania organizmu — jak i jako element wspomagający terapię w stanach bólowych, przeciążeniowych czy przewlekłych.

Klasyczna magnetoterapia jest zazwyczaj stosowana doraźnie i lokalnie, natomiast BEMER został zaprojektowany do regularnego, systemowego wsparcia organizmu.
Z czego jeszcze korzystasz? Światło czerwone, komory hiperbaryczne, wodór…
Ja łączę wszystko. Światło czerwone, tlen, wodór, Bemer, pijawki, medycynę częstotliwości, medycynę chińską, komorę normo- i hiperbaryczną, i przede wszystkim zdrowe jedzenie, dobrej jakości wodę do picia, ruch i sen. Nie potrafię powiedzieć, który element jakie przyniósł efekty, bo połączenie tych wszystkich małych elementów składa się na jeden efekt. Mogę za to powiedzieć, co zaobserwowałam kiedy naderwałam więzadło krzyżowe i boczne na motocrossie. Następnego dnia po wypadku zrobiłam rezonans i po 3 dniach poszłam do ortopedy. Patrzy na rezonans i mówi: Ładnie naderwane. W tym sezonie już Pani nie pojeździ – a to był czerwiec. Sprawdził kolano palpacyjnie, patrzy na zdjęcie i pyta: Kiedy wydarzył się wypadek? Mówię: trzy dni temu. On: Niemożliwe. To kolano wygląda jakby minęły trzy tygodnie a nie trzy dni. Tutaj akurat zadziałał najmocniej Bemer, bo korzystałam z niego 10 razy dziennie na to kolano. Natomiast później robiłam wszystko – Bemer, światło czerwone, pijawki. Po miesiącu siedziałam z powrotem na motocyklu, a teraz nie pamiętam, że w ogóle miałam jakąś kontuzję.
A jak wygląda użytkowanie Bemera na co dzień?
Kładziesz się na aplikatorze do terapii całego ciała (mata) dwa razy dziennie po osiem minut – rano i wieczorem. W praktyce często wkłada się matę do łóżka, więc nie jest to dodatkowy czas w ciągu dnia.
To w sumie 16 minut dziennie. A wiele osób mówi, że nie ma czasu, choć często dłużej scrollują Facebooka rano w łóżku.
A co czuć podczas sesji?
To bardzo indywidualne. Ja osobiście – nic, chyba, że zrobię jakiś mocny trening to wtedy delikatne mrowienie. Natomiast raczej nie czuje się, że coś się dzieje. To, że nie czujesz, nie znaczy, że to nie działa. Czy czujesz, jak w Twoim organizmie tlen przenika przez pęcherzyki płucne? Czujesz, jak krew płynie w żyłach? Gdybyśmy czuli te wszystkie procesy w organizmie, zwariowalibyśmy. Natomiast ludzie, którzy mają jakieś niedokrwione miejsce – na przykład po kontuzji – często czują ciepło albo mrowienie w tym miejscu. To znak, że coś się tam dzieje.
Po ilu sesjach widać efekty?
Najczęściej już po jednej sesji – 90% ludzi mówi, że świetnie się wyspali. To jest pierwszy efekt, który zauważają. Na większe efekty trzeba dać sobie te dwa miesiące regularnego stosowania. To tak jak z treningiem czy suplementacją – jak weźmiesz jedną tabletkę witaminy C to ona raczej nie wysyci Ci organizmu. Jak pójdziesz na jeden trening to też nie będziesz miał po nim kraty na brzuchu – na wszystko potrzeba czasu.
Wspomniałaś o diecie. Opowiedz o swojej historii z alergią.
Przez lata stosowałam różne zdrowotne urządzenia czy suplementy, ale kompletnie lekceważyłam dietę. Przez to że pracowałam jako przedstawiciel handlowy, byłam całe dnie w trasie, nie gotowałam (bo nie lubię) i jadłam gotowe rzeczy czytaj – na stacjach benzynowych czy w sklepie z zielonym zwierzątkiem. Tragedia.

Doprowadziłam swoje jelita do takiego stanu, że nabawiłam się do alergii na własne koty, które mam 5 lat. Na początku katar, z czasem po 30 minutach od wejścia do domu nie mogłam już oddychać i brałam co jakiś czas tabletkę na alergię. Moja mama zmusiła mnie do pójścia do lekarza, więc poszłam dla świętego spokoju tak pro forma, bo wiedziałam, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Poszłam więc spytać, co możemy zrobić innego, żeby się tego pozbyć. Diagnoza: Alergia na koty. Leki do końca życia. Nie zmiana diety, nie zmiana stylu życia. TABLETKI… Pomyślałam sobie – a za 3 lata wątroba mi klęknie.
Zaczęłam drążyć. Najpierw znaleźli mi pasożyty w mitochondriach – biorezonansem. Oczyściłam się z pasożytów, bakterii i grzybów. Zmieniłam jedzenie – nie drastycznie, nadal nie lubię gotować. Ale wdrożyłam np. orkisz zamiast zwykłej pszenicy, przestałam jeść gotowe i przetworzone jedzenie. Zaczęłam robić proste posiłki, nawet jak byłam cały dzień w trasie. Pierwsze efekty zaobserwowałam już po… tygodniu! I w ten sposób wyleczyłam alergię. Teraz mam ochotę wrócić do tej pani doktor i powiedzieć jej – proszę się doedukować, a nie przepisywać tabletki.
A alkohol? Całkowicie odstawiłaś?
W 2023 roku byłam na zawodach jeździeckich. Wieczorami zwykle panuje tam imprezowa atmosfera. Zrobiłam sobie challenge – mówię: Od dzisiaj nie piję, zobaczymy ile wytrzymam. I trwa to do dzisiaj. Nawet w Sylwestra po prostu nie piję. Nie ma siły, która by mnie do tego zmusiła. A kiedyś byłam pierwsza do imprezy.
Z czasem zrozumiałam, jak bardzo alkohol obciąża organizm. Po treningu wykonanym dwa dni po imprezie czułam, że to nie jest moje 100%. Dopiero po tygodniu wracałam do formy sprzed wypicia alkoholu. To uświadomiło mi, jak silny wpływ ma on na regenerację i wydolność.
Wspomniałaś o manifestacji, energii, aurze. Na ile głowa ma znaczenie w zdrowienia?
100%. Jesteś w stanie wiele rzeczy przepracować swoją własną głową. Nie ma co wierzyć w energię – ona po prostu jest. Tak samo jak ten stół, przy którym siedzimy.
My nie widzimy wielu rzeczy, a wszystko na nas oddziałuje. Jeżeli zakodujesz sobie coś w głowie i widzisz już ten obraz – niezachwianie – to się wydarzy. Ale jak powiesz: chciałbym mieć, ale… – to twoje ale kasuje wszystko. I nic się nie zadzieje.
Ja całe życie na tym funkcjonuję. To, czym się teraz zajmuję, to jest wymanifestowane. Kiedy pracowałam na etacie 8-16, wszyscy mówili: Wszyscy tak żyją. A ja mówiłam: Ja tak nie będę żyć. I nie przyjęłam świata zewnętrznego. Miałam swoją drogę. I ta droga się teraz dzieje.
Co byś powiedziała osobom, które są sceptyczne?
Spotkałam się z wieloma sceptykami. Mata? Jak z telezakupów., Co mi jakaś mata może pomóc. Mówię: Nie wierz mi. Zrób sobie dwa miesiące regularnej terapii rano i wieczorem i sam/a zobaczysz co się stanie. I wtedy pogadamy. Największy sceptycy po 2 miesiącach mówią – Bemer działa. Czy ci się to podoba czy nie, to będzie działało.

