Square Clock Streamline Icon: https://streamlinehq.com

Pn - Pt: 8:00 – 16:00

Mail Send Envelope Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Phone Circle Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Delete Square Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Tailless Line Arrow Left Square Streamline Icon: https://streamlinehq.com

Blog

Uczyłam się chodzić na nowo. Dziś jestem trenerką

Uczyłam się chodzić na nowo. Dziś jestem trenerką

Rozmowa z Kingą Handzlik

„Do mechanika nie idzie się z naprawionym autem” – mówi Kinga, trenerka personalna, która sama musiała nauczyć się chodzić na nowo po wypadku. Dziś przekonuje kobiety, że nie trzeba być w formie, żeby zgłosić się do trenera, a coffee rave potrafi zastąpić imprezę z alkoholem.

Z perspektywy trenerki: ludzie wciąż wolą iść na imprezę niż na trening? Czy świadomość zdrowotna się zwiększa?

Wiadomo, że trening wymaga wysiłku, a impreza nie. W naszej kulturze – na szczęście to już trochę odchodzi – w weekendy zawsze się imprezowało, bo tylko to dawało poczucie szczęścia. Teraz zauważyłam, że więcej ludzi zaczyna robić dłuższe treningi albo zamiast imprezy z alkoholem wybiera np. coffee rave w kawiarni – sama uczęszczam, bo uwielbiam tańczyć. Świetnie bawimy się od 10:00 do 14:00 i pijemy kawę, a nie napoje procentowe. Ja też kiedyś co weekend chodziłam na imprezę. Zawsze myślałam: co mam robić w piątek? Wiadomo, że się napiję. Jak inaczej rozładować emocje po całym tygodniu? Teraz zamiast tego wybieram aktywność fizyczną i polecam wszystkim. 

W twojej komunikacji zawsze podkreślasz nie tylko aspekt fizyczny, ale i psychiczny treningu. Mówisz, że jak wychodzisz biegać, to 10% to kardio, a 90% to rozmowa z samą sobą.

Dokładnie, to mnie terapeutyzuje. Trenuję, bo moje ciało i umysł potrzebują uwolnienia emocji. Często lubię rozmawiać ze sobą na treningach. Właśnie dlatego, mimo że cały czas spędzam czas z ludźmi i daję im energię na zajęciach grupowych, robiąc własny trening, wolę być sama. Mam czas przemyśleć swoje pomysły, rozładować emocje.

Ostatnio byłam bardzo zdenerwowana i moja mama mi zasugerowała, żebym poszła pobiegać, bo ze mną nie wytrzyma. Zrobiłam dosłownie pięć kilometrów, a wróciłam zadowolona, bez złej energii. Mój partner też czasami mówi: „jak masz siedzieć z taką miną, to idź się przewietrzyć”. Czasami wystarczy, że pójdę na spacer i już jestem zupełnie inną osobą. 

Aktywność fizyczna nie wiąże się tylko z tym, że musimy dźwigać duże ciężary albo być najszybsi. Czasami wystarczy wyjście z domu, zrobienie dwóch kółek dookoła bloku na orzeźwienie głowy.

Jakie są największe mity i bariery u kobiet, które powstrzymują je przed rozpoczęciem aktywności fizycznej?

Wiele kobiet na początku mocno skupia się na nowych ubraniach, które trzeba kupić. Często słyszę: „Kinga, ja do ciebie przyjdę, jak zrobię formę, marzy mi się z tobą ćwiczyć”. Odpowiadam wtedy: „do mechanika nie idzie się z naprawionym autem”. Tymczasem najważniejsza jest chęć zmiany. Można przyjść w trampkach albo skarpetkach, to nie jest najistotniejsze. Ważne, żeby wejść na salę, włączyć trening na YouTube, pójść na spacer i przestać szukać wymówek. Da się znaleźć czas na 15 minut rozciągania albo treningu brzucha, to kwestia priorytetów. 

Zrób swoje minimum według planu, nie humoru.

Ludzie mają problem ze stworzeniem planu. Jeśli nie lubisz ćwiczeń na macie, możesz przecież pójść na pole dance. Warto szukać aktywności i wracać do nich po czasie – to, że kiedyś nie lubiłaś konkretnych ćwiczeń, nie oznacza, że teraz będzie tak samo.

Ja próbuję dosłownie wszystkich sportów. W jednym sezonie robię triathlon, w drugim HYROX, a za chwilę się rozciągam. Aktywność fizyczna jest piękna, bo bardzo różnorodna i można znaleźć coś odpowiedniego na każdy etap w życiu. Kiedy potrzebuję spokoju, to wracam do rozciągania i lekkiego biegania. Nie muszę wtedy podnosić ciężarów.

A co byś poradziła kobiecie po porodzie?

Nie doradzę kobiecie, która właśnie urodziła dziecko, podnoszenia ciężarów, chodzenia na crossfit i biegania długich dystansów. Ona przede wszystkim musi zająć się dzieckiem i sobą. Na początek dobre będą spacery, koncentracja na tym, żeby ciało wróciło do stanu sprzed ciąży. Chodzi o to, żeby wzmocnić mięśnie miednicy i brzucha, żeby kręgosłup był zdrowy. Natychmiastowe zmuszanie się do crossfitu może tylko taką kobietę zniechęcić. 

Jak ważne jest dobre flow między trenerem a klientem?

To jest kluczowe! Komunikacja między osobą, która wspiera w treningu, a osobą, która podejmuje wyzwanie, jest bardzo ważna. To ma wciągać, dawać dobry vibe i efekty – a nie frustrację. Crossfit dla niektórych jest świetny, a dla innych wręcz przeciwnie. Ta kultura ścigania się, odhaczania wyników na tablicach może frustrować. Dlatego trzeba znaleźć coś swojego – może to będzie bieganie, może coś zupełnie innego.

Ty sama próbujesz różnych sportów – biegasz, robisz HYROX, ćwiczysz na reformerze… Swoje klientki też w to wkręcasz?

Tak! Na reformerze nie prowadzę typowego pilatesu, tylko fitness. Ćwiczenia, które wcześniej wykonywałyśmy na macie przeniosłam na reformer, dlatego jest dwa razy trudniej. Dbam też o atmosferę, na moich treningach słuchamy mocnej muzyki. Dziewczyny się śmieją, że czują się jak na imprezie. Trener nie musi krzyczeć „ciśnij!”. Dla mnie ważna jest dobra energia i zachęcam innych trenerów do takiego podejścia.

Ty zawsze byłaś wysportowana?

Nie, byłam dzieckiem, które nie uprawiało sportu. Teraz dziewczyny często ćwiczą taniec albo tenisa i to świetny trend, ale ja nawet na WF-ie siedziałam na ławce rezerwowych i kiedy tylko mogłam, załatwiałam sobie zwolnienie. Zawsze słyszałam, że mam grube kości, dobiegnięcie do autobusu było szczytem moich możliwości. Byłam zbuntowaną nastolatką, chodziłam na imprezy, uciekałam z domu. Mama nie miała ze mną łatwego życia. Z perspektywy czasu widzę, że byłam nieszczęśliwa, uciekałam w picie, palenie, niezdrowe jedzenie. Nie byłam otyła, nie ważyłam więcej niż 55 kilogramów, ale wydawałam się „spuchnięta”.

Moje życie o 180 stopni zmienił wypadek samochodowy. Zmiażdżony kręgosłup – miałam osiem śrub i dwa pręty. Uczyłam się na nowo chodzić, musiałam używać balkonika. Po roku śruba się poluzowała i uciskała nerw, musiałam mieć kolejną operację – do dzisiaj nie czuję lewego uda. Wtedy stwierdziłam, że muszę odzyskać sprawność i nie chcę się już tak poczuć nigdy więcej. Zrozumiałam, że ma się jedno ciało i zdrowie, chciałam być szybka i silna. Leżąc w szpitalu uczyłam się z książek, z internetu, pytałam fizjoterapeutów i lekarzy na oddziale, jak mogę sobie pomóc. Teraz wspieram innych. Na początku robiłam to za darmo, po prostu podpowiadałam, jakich ćwiczeń spróbować np. jeśli bolą kolana od biegania.

Co sprawiło, że się nie poddałaś? Wiele osób w takiej sytuacji odpuszcza.

Przed wypadkiem nie byłam silna psychicznie, nie wierzyłam w siebie. Po wypadku zobaczyłam, jak moja mama płacze. To był kluczowy moment – pomyślałam: nie może się mną opiekować do końca życia. Muszę tą sprawność odzyskać. Kiedy sięgnęłam dna w taki sposób, że potrzebowałam ludzi, żeby się wykąpać, nie mogłam przejść 100 metrów, bo tak bolały mnie plecy, uczyłam się chodzić od początku – to było zderzenie: okej, gorzej chyba nie może być, muszę coś zacząć z tym robić. Zaczęłam czytać książki psychologiczne, uwierzyłam, że mogę więcej. Na wypisie ze szpitala widniał zakaz aktywności fizycznej. Nie zamierzałam tego przestrzegać.

Myślę, że wiara w siebie i te wszystkie złe sytuacje paradoksalnie były najlepszym, co mnie spotkało.

Te doświadczenia pomagają Ci motywować początkujących?

Tak. Trenuję zarówno z dziewczynami, które biegną kilometr w minuty, jak i z tymi, które dopiero zaczynają. Niedawno poszłam na marszobieg z dziewczynami, które wcześniej nie biegały. Były zdziwione, że chcę dołączyć, bo przecież w ich tempie w ogóle się nie zmęczę. Nie podchodzę do tego w ten sposób. Finalnie nadawałam tempo i marszobiegiem pokonałyśmy pięć kilometrów. Nie trzeba się od razu zajeżdżać i nakładać wielkiej presji.

To nie dotyczy tylko treningów. Nie umiesz malować? Spróbuj malowania po numerach. Nie umiesz piec ciast? Mam bardzo prosty przepis na chlebek bananowy: dwa jajka, dwa banany, 120 g płatków owsianych, 40 g odżywki białkowej. Wystarczy to zblendować i wstawić na 20 minut do piekarnika. Ciesz się z takich małych rzeczy. Ja też nie jestem wybitna w gotowaniu, ale próbuję. I nie zatrzymuj się na rozmyślaniu – działaj. Zrobisz zakalec? Trudno. Wyślij mi pocztą, lubię zakalce.

Od czego warto zacząć, gdy chcemy sobie wyrobić nowe nawyki?

Jeśli miałabym zacząć dziś, na pewno piłabym codziennie więcej wody – zaczynała od szklanki rano.

Niby prosta rzecz, ale nawodnienie ma ogromne znaczenie na to jak się czujemy, jak nasze ciało funkcjonuje, jaki mamy poziom sytości. Jeśli nie jesteśmy nawodnieni, więcej jemy. 

Po drugie: sen. Jest kluczowy. Nie mówię, że od razu trzeba gotować posiłki na cały dzień, mi samej zdarza się kupić zapiekankę, chociaż staram się jeść na mieście jak najmniej. Ale na początek warto przygotować sobie przynajmniej śniadanie. Następny krok – wprowadź jakąś aktywność każdego dnia, nawet spacer. Do ćwiczeń nie trzeba mieć specjalnego sprzętu, wystarczy dywan albo ręcznik. Jeśli możesz na to przeznaczyć pieniądze, kup zwyczajną bieżnię za 500 złotych, ustaw sobie prędkość 6 km/h i po prostu zacznij. 

Co jest najtrudniejsze?

Wyrobienie nawyku. Na początek warto ustalić sobie plan np. poniedziałki i środy fitness, we wtorki spacer (nawet dziesięć minut, chociaż uważam, że na spacer warto iść codziennie). Te małe kroki są najcenniejsze i najważniejsze. Niektórzy od razu wprowadzają radykalne zmiany: dieta sokowa, intensywne treningi. Tylko, że często po trzech dniach mają stan zapalny i nie mogą się ruszać.

Zachęcam do stawiania sobie realistycznych wymagań: małe kroki, wielkie zmiany. Miałaś dzisiaj posprzątać? Wytrzyj tylko blat w kuchni. Miałeś zrobić trening? Wyjdź chociaż na pięciominutowy spacer. Obiecywałaś sobie, że wcześniej się położysz? Odłóż telefon na dziesięć minut przed snem. Niby nic, ale później się okazuje, że to przynosi ogromne skutki.

Chcesz zacząć ćwiczyć? Po prostu wstań i zrób to dzisiaj.  Włącz podcast na słuchawkach i idź na spacer. Staraj się robić jak najwięcej rzeczy w ruchu.

Otoczenie też ma znaczenie? 

Tak. Oczywiście trudno zrezygnować z pewnych relacji, ale czasami lepiej zostać samemu i poznać siebie, niż tkwić w relacjach, które ciągną nas w dół i nie są autentyczne. Straciłąm wielu ludzi, ale gdybym dalej była w tym środowisku, pewnie bym piła i paliła. Często podchodzę do ludzi, których nie znam, dlatego poradziłam sobie, kiedy zaczynałam w Warszawie i byłam sama. Ale trzeba się otworzyć, nie ma innej opcji. Jeśli tkwisz w miejscu i jesteś sama, zmuś się, aby gdzieś wyjść. Wizualizuj siebie, wyobraź sobie miejsce, w którym chciałabyś spędzać czas za pół roku. 

Wykorzystujesz wizualizacje w codziennym życiu?

Tak! Z dziewczynami, które ze mną trenują, czasami siadamy do stołu i robimy vision board. To mega śmieszne, bo to kobiety po trzydziestce, a my robimy wycinanki i naklejamy je na kartkę. Ale o to chodzi – żeby pamiętać, że w nas jest dziecko.

Musimy wiedzieć, na co zwracać uwagę i czego chcemy. Czasami tak jest, że czegoś oczekujemy, ale sami nie wiemy czego: od siebie, partnera, ludzi, świata. Warto zadać sobie pytania: halo, czego ty tak naprawdę chcesz? Co mam zrobić, żeby było dobrze? Jak ma być, żebyś była szczęśliwa? Co musi się wydarzyć? Naprawdę warto to sprecyzować.

Kinga Handzlik
Kinga Handzlik

Kinga Handzlik

Trenerka personalna, która sama musiała nauczyć się chodzić na nowo po wypadku samochodowym. Dziś przekonuje kobiety, że trening to nie tylko kardio, ale przede wszystkim rozmowa z samą sobą. Wierzy w małe kroki i wielkie zmiany. Trenuje m.in.  fitness na reformerze, bieganie, HYROX i triathlon. Na Instagramie działa jako @trenerbabeczek

Kinga Handzlik

Kinga Handzlik

Trenerka personalna, która sama musiała nauczyć się chodzić na nowo po wypadku samochodowym. Dziś przekonuje kobiety, że trening to nie tylko kardio, ale przede wszystkim rozmowa z samą sobą. Wierzy w małe kroki i wielkie zmiany. Trenuje m.in.  fitness na reformerze, bieganie, HYROX i triathlon. Na Instagramie działa jako @trenerbabeczek

Czytaj inne artykuły z magazynu "Pewna Terapia"

100 tysięcy kilometrów do zdrowia

Rozmowa z Martyną Chmielewską o mikrokrążeniu, biohackingu i holistycznym podejściu do zdrowia Zacznijmy od podstaw. Czy da się oszukać wiek i proces starzenia się, żeby żyć w zdrowiu i szczęściu?Tak. [...]

Kobieca wioska wsparcia

O tym, czego naprawdę potrzebują współczesne mamy Dlaczego mamy są wiecznie zmęczone? Czy zmęczenie mamy różni się od zmęczenia kobiety bez dzieci? I jak zadbać o siebie, [...]

Jak wygląda randkowanie 30+?

Rozmowa z Mariką Latanowicz Fejkowe profile, nieudane randki i negatywne komentarze – tak wygląda rzeczywistość wielu singli i singielek w 2026 roku. Marika przeszła przez to wszystko [...]

Zapisz się do newslettera

i zyskaj 25% zniżki na zamówienie!