Square Clock Streamline Icon: https://streamlinehq.com

Pn - Pt: 8:00 – 16:00

Mail Send Envelope Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Phone Circle Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Delete Square Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Tailless Line Arrow Left Square Streamline Icon: https://streamlinehq.com

Blog

„Modliłam się, żeby już się nie obudzić”

„Modliłam się, żeby już się nie obudzić”

Gdy miała siedem lat, mama częstowała ją piwem smakowym. W liceum piła cytrynówkę z butelki po wodzie. W wieku osiemnastu lat kupiła narkotyki od ochroniarza w klubie. Przez lata modliła się, żeby się nie obudzić. Dziś Daminika ma 24 lata – i za sobą historię, której wystarczyłoby na całe życie. Opowiada ją szczerze, bez upiększeń, bo wie, że ktoś może potrzebować usłyszeć, że wyjście jest możliwe.

Trafiłem do ciebie przez Instagrama, gdzie otwarcie opowiadasz o swoim uzależnieniu. 4 stycznia 2026 roku mijają cztery lata Twojej trzeźwości. Cofnijmy się do początku – jak to się u ciebie zaczęło? 

Urodziłam się na Białorusi. Mój tata zmarł, gdy miałam pięć lat, po jego śmierci mama zaczęła pić. Nie była typem alkoholiczki, która chodzi na imprezy – piła w domu. Już w wieku siedmiu lat częstowała mnie alkoholem. Kupowała mi piwo smakowe i argumentowała to tak, że dziecko musi wiedzieć, jak smakuje alkohol, żeby w razie czego zauważyło, jak ktoś mu czegoś dosypie na imprezie. Z uzależnieniem miałam więc styczność od najmłodszych lat, widziałam, jak to się pogłębiało u mojej mamy. Po alkoholu była agresywna, zdarzało się, że stosowała przemoc fizyczną. Gdy miałam dwanaście lat, siostra zabrała mnie do Polski, ale tam też nie było bezpiecznie. Nie stosowała przemocy fizycznej, tylko psychiczną. Potrafiła mi powiedzieć, że jestem prostytutką, narkomanką, że lepiej, żebym się nie urodziła, bo na przykład nie chciałam czegoś zjeść.

Jak Ty to znosiłaś?

Przez moją siostrę zaczęłam siebie nienawidzić. Kiedy szłam spać, modliłam się do wszystkich bogów, jacy istnieją, żeby już się nie obudzić.

Nie mogłam nawet spojrzeć w lustro, bo zaczynałam płakać. Byłam przekonana, że jestem tylko ciężarem i wszystkim byłoby lepiej beze mnie. Nienawidziłam tego, kim jestem, jak wyglądam, nie wiedziałam, po co w ogóle tutaj jestem.

I zaczęłaś uciekać w alkohol i narkotyki?

Pierwszy raz miałam styczność z narkotykami, gdy miałam szesnaście lat. To była marihuana. Nie podeszła mi wtedy, ale dużo imprezowałam. Nawet do szkoły przychodziłam z butelką po wodzie, do której przelewałam cytrynówkę. Nie mogłam funkcjonować na trzeźwo.

Chciałam spróbować twardych narkotyków, ale nie miałam do nich wtedy dostępu. Ciekawiło mnie, czemu część ludzi się ich boi, a część nie może bez nich żyć.

Pamiętam pogadankę antynarkotykową w drugiej klasie liceum. Pani oczywiście opowiadała, jakie narkotyki są straszne i złe. Jeden chłopak zapytał, jak człowiek czuje się po narkotykach. Odpowiedziała, że to niesamowite szczęście, jakiego w realnym życiu nie da się poczuć nawet w jednej setnej. I słuchałam tego ja, tkwiąca w totalnej depresji. Jak to usłyszałam, jeszcze bardziej zapragnęłam spróbować narkotyków. Nie myślałam o skutkach ubocznych ani wszystkim, co można zawalić. Nawet nie chciałam być ultraszczęśliwa, tylko chciałam nie być smutna. 

W końcu dostęp do twardych narkotyków się pojawił?

Przed osiemnastymi urodzinami siostra wyrzuciła mnie z domu. Nie dogadywałyśmy się, była mocno kontrolująca. Musiałam kombinować, żeby w ogóle móc wyjść z domu, zaczęłam stawiać jej opór. W tamtym czasie rozluźniły mi się też kontakty ze znajomymi z liceum, bo tam było wiele dzieciaków z dobrych domów i nie chcieli imprezować kilka razy w tygodniu tak jak ja wtedy. Kiedy już byłam pełnoletnia, zaczęłam chodzić do klubów sama i któregoś razu po prostu poprosiłam ochroniarza, żeby sprzedał mi narkotyki. Nawet nie wiedziałam, co konkretnie chcę kupić. Zapytał tylko, czy chcę, żeby „mocno klepnęło” i tyle. Podejrzewam, że to był mefedron. Przez kilka dobrych godzin mną telepało, tańczyłam i nie mogłam przestać. Czułam się, jakby zniknęły wszystkie moje problemy, byłam tylko ja, światła i muzyka. Później zaczęłam próbować też innych rzeczy. 

Brałam coraz częściej, już nie kilka razy w miesiącu, ale kilka razy dziennie. Nie było już tak kolorowo, czułam się, jakby ktoś wyssał ze mnie energię, nie miałam siły nawet iść do toalety. Pojawiały się wysypki, zadrapania, siniaki, bóle głowy. Znajomi zaczęli zauważać, że coś jest nie tak, że nie jestem sobą, niektórzy się ode mnie odcięli. Wpadałam jednak w ciągi i nie umiałam przestać. Miałam swój rytuał, co biorę przed pracą, co w trakcie, co po. Ćpanie przestało mi już nawet sprawiać przyjemność, brałam, bo musiałam. 

Ktoś z rodziny wiedział, że bierzesz narkotyki? 

Nie, bo dobrze się ukrywałam. W końcu moje siostry dowiedziały się, że ćpam. Imprezowałam z moim byłym, który brał benzodiazepiny. Miałam jakąś fazę, że skoczę z okna. Zadzwoniłam do współlokatorki i ona poinformowała moją rodzinę. Siostry przyszły do mnie i zorientowały się, że nie jestem pijana, tylko naćpana. Wtedy im wszystko opowiedziałam. Postawiły mi ultimatum, że albo dragi, albo rodzina. Poszłam na terapię, ale tak naprawdę oszukiwałam. Kłamałam siostrom, że jestem trzeźwa, na terapii też nie byłam szczera. To moje udawanie było też nieudolne, bo ja po alkoholu byłam agresywna, jak moja mama. Prowadziłam dwa Instagramy – oficjalny i prywatny. Na oficjalnym oczywiście udawałam trzeźwą, ale na prywatnym już miałam zdjęcia z melanży. Nie wiedziałam, że moje siostry to widzą. W końcu jedna z nich się ze mną skonfrontowała i przyznałam się jej, że to nie był jeden raz, tylko piję cały czas. Miałam wielkie poczucie winy. Czułam wręcz taki ścisk w klatce piersiowej, jakby mi się łamały żebra i obojczyk. Wykańczało mnie to.

W końcu jednak wytrzeźwiałaś. Jak dałaś radę? 

W pewnym momencie zrobiłam sobie weekend na trzeźwo. Dałam radę, pomyślałam, że to tylko dwa dni, więc pociągnę do tygodnia. Też sobie poradziłam. Nie miałam jednak jeszcze zamiaru z tym kończyć, dlatego pojechałam do koleżanki, żeby się upić. Po drodze chciałam zapisać czyjś numer. Telefon mi się rozładowywał, więc zaczęłam go zapisywać po prostu w notatkach. Przypomniało mi się, jak w szczycie uzależnienia narkotykowego pisałam pamiętnik. Opisywałam tam swoje uczucia, chociaż tak naprawdę nie czułam właściwie nic. Kiedy sobie to przypomniałam, byłam jak w transie. Dotarłam do koleżanki, ale powiedziałam jej, że nie dam rady pić i wróciłam do domu. Od tego czasu nie piję do dzisiaj.

Poszłaś znowu na terapię? 

Tak, to była terapia otwarta w ośrodku, w poradni leczenia uzależnień. Miałam dwa razy w tygodniu terapię grupową i raz w tygodniu terapię indywidualną. Mnóstwo osób hejtuje terapię na NFZ, a dla mnie to było super rozwiązanie, terapeuci po prostu „do rany przyłóż”. Nie byli nijacy, każdy miał swój charakter, ale też był mega profesjonalny. Czułam, że mogę im zaufać, wszystko powiedzieć. Związałam się z tymi ludźmi.

Oczywiście to nie było takie proste. Mój terapeuta powiedział, że to, czy utrzymuję trzeźwość, to mój biznes. Gdy przy ósmej próbie rzucenia przyznałam się, że nie jestem czysta, terapeutom było przykro. Dla mnie to było super, bo zobaczyłam, że nie tylko ja tam opowiadam o emocjach. Terapeuta powiedział, że najwyraźniej tego potrzebowałam. Miałam już narzędzia, słuchałam, wiedziałam, jak to działa. Najwyraźniej tak musiało być.

Jak sobie radziłaś z głodami? Dalej je masz? 

Nie, już nie. Na początku było trudno, teraz już nie.

Bardzo pomagała mi zasada HALT. To jest skrót od angielskiego Hungry (głodny), Angry (zły), Lonely (samotny), Tired (zmęczony).

Nie można się doprowadzać do takich stanów, bo mózg nie rozróżnia głodów. Nie wie, czy to głód jedzenia, czy głód narkotyków. Przez pierwsze pół roku zawsze miałam batonik i wodę w torbie. Do dzisiaj pilnuję, żeby się wysypiać. Warto też pamiętać, żeby prosić ludzi o pomoc, nie być w tym wszystkim sama. Czasem wystarczy po prostu do kogoś zadzwonić i opowiedzieć, co się dzieje. 

Jak teraz wygląda Twoje życie? Co się zmieniło? 

Fizycznie zmieniłam się totalnie – mocno schudłam. Alkohol ma dużo pustych kalorii, więc byłam nadmuchana jak balonik, jakbym miała pęknąć przy dotknięciu. Zaczęłam bardziej dbać o siebie: zdrowa dieta, wręcz uzależniłam się od siłowni. Największa zmiana to emocje. Na początku czułam aż za bardzo. 

Pamiętam, że wtedy po raz pierwszy na trzeźwo poczułam się zła – a wcześniej nie mogłam być zła, bo dziewczynki się nie złoszczą, nie?

Podobało mi się to, bo dawało mi takiego kopa energetycznego. Jak potrzebowałam coś zrobić, sama się nakręcałam, żeby się wkurzyć i na przykład posprzątać dom. Najlepsze było uczenie się samej siebie – świetny okres! Dowiadywałam się, co lubię jeść, jaki jest mój ulubiony kolor, co lubię robić, czy lubię zupy, czy lubię chodzić na spacery… Jak dzieciątko. Nauczyłam się też stawiać granice. Nie mam już poczucia winy, że ktoś mnie o coś prosi, a ja nie chcę, więc odmawiam. Nie zadręczam się, że źle o mnie pomyśli, tylko czuję się fajnie. 

Pamiętam przełomowy moment: poszłam na spacer, bez słuchawek. Najpierw myślałam, że będę się nudzić. W końcu tak mi się spodobało, że chodziłam dwie godziny. Stanęłam przed lodziarnią i dotarło do mnie, że nie wiem, jakie lody najbardziej lubię. Wtedy zrozumiałam, że nie wiem o sobie nic – nie wiem, kim jestem. Więc to było budowanie siebie od podstaw.

Daminika Lazhechnikava
Daminika Lazhechnikava

Daminika Lazhechnikava

Trzeźwa narkomanka od stycznia 2022 roku. Urodzona na Białorusi, wychowana przez matkę uzależnioną od alkoholu i siostrę stosującą przemoc psychiczną. Przeszła terapię i odkryła siebie na trzeźwo. Dzisiaj do bólu szczerze opowiada swoją historię. IG: @daminacja

Daminika Lazhechnikava

Daminika Lazhechnikava

Trzeźwa narkomanka od stycznia 2022 roku. Urodzona na Białorusi, wychowana przez matkę uzależnioną od alkoholu i siostrę stosującą przemoc psychiczną. Przeszła terapię i odkryła siebie na trzeźwo. Dzisiaj do bólu szczerze opowiada swoją historię. IG: @daminacja

Czytaj inne artykuły z magazynu "Pewna Terapia"

100 tysięcy kilometrów do zdrowia

Rozmowa z Martyną Chmielewską o mikrokrążeniu, biohackingu i holistycznym podejściu do zdrowia Zacznijmy od podstaw. Czy da się oszukać wiek i proces starzenia się, żeby żyć w zdrowiu i szczęściu?Tak. [...]

Uczyłam się chodzić na nowo. Dziś jestem trenerką

Rozmowa z Kingą Handzlik „Do mechanika nie idzie się z naprawionym autem” – mówi Kinga, trenerka personalna, która sama musiała nauczyć się chodzić na nowo [...]

Kobieca wioska wsparcia

O tym, czego naprawdę potrzebują współczesne mamy Dlaczego mamy są wiecznie zmęczone? Czy zmęczenie mamy różni się od zmęczenia kobiety bez dzieci? I jak zadbać o siebie, [...]

Zapisz się do newslettera

i zyskaj 25% zniżki na zamówienie!