Square Clock Streamline Icon: https://streamlinehq.com

Pn - Pt: 8:00 – 16:00

Mail Send Envelope Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Phone Circle Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Delete Square Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Tailless Line Arrow Left Square Streamline Icon: https://streamlinehq.com

Blog

Jak wyjść z Krainy Postanowień Dietetycznych?

Jak wyjść z Krainy Postanowień Dietetycznych?

Postanowienie „od dziś jem zdrowo” to prosta droga na kanapę z chipsami. Nowa dieta z Instagrama? Działa świetnie – ale na jej autora, niekoniecznie na Ciebie. Może czas przestać analizować i wrócić do cichego głosu zdrowego rozsądku? Przeczytaj ten artykuł, żeby dowiedzieć się dlaczego.

Czy wiesz, że postanowienie sobie, że dziś będziesz „dobrze jeść”, zwiększa prawdopodobieństwo, że wylądujesz na kanapie z paczką chipsów?

Istnieje pewna kraina, do której wielu z nas regularnie powraca, nawet jeśli przysięgaliśmy sobie, że to już ostatni raz. To Kraina Postanowień Dietetycznych.
Leży gdzieś między pierwszym stycznia, a pierwszym poniedziałkiem miesiąca, a jej mieszkańcy wstają każdego ranka z mocnym postanowieniem, że od dziś będą już tylko zdrowi, lekcy, pełni dyscypliny i samozaparcia. Że od teraz żadnej pizzy, słodycze tylko w święta, a wody przynajmniej dwa i pół litra dziennie – jak przykazuje każdy szanujący się dietetyk.

Ich wielkim świętem jest Nowy Rok, bo właśnie wtedy najwięcej ludzi postanawia, że coś zmieni. Przepraszam – nie tylko „coś”. Oni zmienią wszystko na raz! 

I na początku faktycznie idzie jak po maśle (masło oczywiście z umiarem!) – lodówki wypełnione warzywami, w telefonach aplikacje do liczenia kroków, a w głowie niezachwiane przekonanie, że tym razem to na pewno się uda. Niestety już po kilku dniach entuzjazm zaczyna więdnąć, jak zapomniany w lodówce szczypiorek na fit-kanapkę. A w trzecim tygodniu stycznia z atmosfery wielkiego święta zostaje już tylko ciche westchnienie i powrót do dobrze znanych zwyczajów.

No to, skoro nie nowy rok, to może chociaż poniedziałek? Albo pierwszy dzień miesiąca? Albo urodziny? Wtedy znowu spróbujemy od początku…

Czy odwiedziłeś kiedyś tę nieszczęsną krainę surowego reżimu? Wielu z nas wraca do niej, wiedzionych przekonaniem, że tylko tam osiągniemy swoje cele, ale to działa zupełnie odwrotnie.

Reżim dietetyczny, czyli próba ujarzmienia siebie

Powiedzmy, że czujesz się trochę zbyt zasiedziałym kanapowcem. Do tego ostatnio żywisz się podejrzanie często na mieście, a na śniadanie wpada zazwyczaj drożdżówka i kawa. Jakoś tak niezauważenie przykleiły się do ciebie dodatkowe kilogramy i nie chcą się odkleić. 

W głębi duszy wiesz, co robisz źle i co powinieneś zmienić. Ale zamiast wprowadzić w życie te oczywiste poprawki – odłożyć telefon, wyjść na spacer, ugotować coś prostego i wstać 10 minut wcześniej, żeby zrobić sobie śniadanie – uznajesz, że potrzebujesz nowego systemu i wielkiej rewolucji. A gdzie go szukać? Oczywiście w Internecie. I tam faktycznie jest wszystko; tysiące kont ekspertów, kalkulatorów, planów żywieniowych i ludzi, którzy zarzekają się, że posiedli sekret do szczupłej sylwetki – w pięciu krokach (dziś w promocji tylko 999 zł).

Wystarczy, że wpiszesz kilka danych – wzrost, wagę, płeć – i już masz gotowy przepis na swoje nowe życie.

Jaki? To zależy w jakie rejony Internetu trafiłeś.
Jedni polecają jeść tylko białko, inni tylko warzywa.
Jedni mówią, że pięć posiłków dziennie, drudzy, że jeden.
Jedni każą liczyć kalorie, inni zabraniają, bo „to toksyczne”.
I zanim się obejrzysz, masz w głowie totalny chaos, a w sercu jeszcze większe zagubienie.

A jednak z uporem godnym lepszej sprawy próbujesz. Bo przecież na Kaśkę z sąsiedniego działu… to działa. Ale jakoś wcale nie działa na ciebie. 

Dlaczego? Bo te wszystkie sposoby wymyśliła Twoja głowa, a nie wyszło to od Ciebie.  Pan Rozum – nieufny wobec takich prostych pomysłów jak odłożenie telefonu i zwykły spacer, zarządził wielkie przegrupowanie w szeregach.

Dlaczego cudze mądrości nie działają? Bo są cudze.

Pomyśl teraz o bardzo popularnym sposobie żywienia, który przez ostatnie lata robi furorę w mediach. Nazwijmy go Dietą X.  

Człowiek, który ją wymyśli, zrobił to najpewniej, idąc za swoją intuicją, tym poczuciem z głębi trzewi, co jest właściwe dla niego. Sam z siebie zaczął łączyć pewne produkty z innymi, a czegoś tam unikał. I nagle stały się cuda – schudł kilka kilo i zaczął czuć się fantastycznie. Zauważywszy to, napisał o tym książkę. A że dobre miał pióro i jeszcze lepszego wydawcę, książka stała się hitem. 

Moda na Dietę X opanowała cały świat. I tak, na wielu ludzi może to jakoś podziałać, ale na wielu nie. I to wcale nie dlatego, że ta dieta jest do bani. Dieta jest świetna, ale… dla jej autora. On wprowadził ją w życie, kierując się swoim sercem, słuchając swojego ciała i robiąc to, co dla niego miało sens. My próbując naśladować czyjś głos serca, nie osiągniemy tak wspaniałych rezultatów. O ile w ogóle. Już nie wspominając, że możemy zrobić sobie krzywdę.

Dwa głosy

Kiedy pracuję z kobietami z bulimią lub kompulsywnie objadającymi się – czyli tymi, które weszły w świat diet tak głęboko, że już nie wiedzą, jak z niego wyjść, obserwuję ciekawą rzecz: One mają w sobie niejako dwa głosy.

Jeden każe wszystko warzyć i mierzyć. Co rusz wymyśla nowe zasady i zakazy. Drze się głośniej niż samochodowe radio ustawione na cały regulator. To intelekt. 

Oraz ten drugi – cichy i spokojny. On nie potrzebuje aplikacji, żeby wiedzieć, że czujesz głód czy zmęczenie. Działa jak  GPS – wie, gdzie jechać. To intuicja, mądrość, zwykły zdrowy rozsądek.

Problem w tym, że intelekt zakrzyczał mądrość – i to nie tylko u osób borykających się z zaburzeniami odżywiania. U większości z nas.

Ale ja jestem wyjątkiem

Kiedyś pracowałam z kobietą, która miała w głowie – bez przesady – kilkaset zasad żywieniowych. I wszystkie próbowała wprowadzić w życie… na raz. Wiedziała, co z czym łączyć, czego nie wolno po 18:00 (niczego!), że po obiedzie koniecznie spacer, a przed obiadem skręty tułowia, by lepiej trawić. Całe jej życie kręciło się wokół jedzenia, a ona była tym potwornie zmęczona.

Zapytałam ją nagle:
– No dobrze, a co poradziłabyś mnie, gdybym poprosiła o radę, jak utrzymać zdrowie i szczupłą sylwetkę?

A ona, bez chwili wahania, odpowiedziała:

– Jedz wszystko, ale z umiarem. Jedz, kiedy jesteś głodna, i przestań, gdy się nasycisz. No i trochę się ruszaj.

To był głos zdrowego rozsądku – prosty, klarowny i czysty jak łza. Taką radę usłyszałbyś pewnie od pięciolatka – nieskażonego jeszcze informacjami z Internetu.
Ale kiedy zapytałam, dlaczego sama tak nie robi, powiedziała:

– A bo ja jestem wyjątkiem, ponieważ… – i tu podała mi długą listę powodów. 

Mądrość natychmiast zamilkła, a na scenę wkroczył intelekt; głośny, przekonany o swoich racjach, lecz trzymających ją w błędnym kole cierpienia. I to nie była wcale wyjątkowa historia. Ona ciągle się powtarza; inne słowa, inne zasady, ale dokładnie ten sam mechanizm.

Mocne postanowienia poprawy

Często słyszę od kobiet, z którymi pracuję: „Codziennie wieczorem rzucam się na jedzenie. Po prostu już nie wytrzymuję”. To powtarza się jak mantra.

 Zawsze pytam wtedy o kilka rzeczy.

  • Czy jadłaś dzisiaj tak, żeby naprawdę się najeść?
    Czy może wyliczyłaś kalorie, co nijak miało się do Twojego faktycznego zapotrzebowania?
  • Czy jadłaś to, na co miałaś ochotę?
    Czy może to co było w rozpisce i w ogóle ci nie smakowało?
  • Czy były w tym twoim jedzeniu wszystkie makroskładniki – tłuszcz, węglowodany i białko?
    Czy może tylko jeden, bo jakaś influencerka z Instagrama postanowiła poprawić Matkę Naturę?

Zazwyczaj już na tym poziomie wychodzą jakieś machlojki, ale jeśli nie, to pytam dalej:

  • Czy obiecałaś sobie dzisiaj, że będziesz jeść tylko zdrowo, „ładnie” i absolutnie nie będzie dzisiaj żadnych przekąsek ani słodyczy?

I tutaj zazwyczaj słyszę: „O tak! Obiecuję to sobie codziennie!”.

A wiesz, że właśnie taka obietnica jest najlepszym gwarantem tego, że zrobisz dokładnie odwrotnie?

Dlaczego?

Pomyśl tylko – czy musisz sobie mocno obiecywać, że dzisiaj nie zażyjesz jakiegoś twardego narkotyku? Nie, prawda? Nie ma takiej myśli w Twoim – nazwijmy to – mentalnym polu. Temat dosłownie nie istnieje, więc tego nie robisz. A co się dzieje, kiedy sobie postanawisz, że czegoś robić nie będziesz? Zaczynasz o tym ciągle myśleć. A jak o czymś ciągle myślisz, to… No właśnie.

Dam ci taką analogię: wyobraź sobie, że masz dzisiaj za zadanie nie wypowiadać literki „ą”. Co musisz zrobić, żeby je wykonać? Pilnować się cały czas. A pilnowanie się bardzo męczy. W końcu będziesz tym tak wyczerpany, że machniesz na to ręką. Tak samo jest w kwestii jedzenia – nie mamy już siły zastanawiać się, czego i dlaczego trzeba sobie odmówić. 

Zakaż sobie czegoś, a tym właśnie się objesz. Zabroń sobie – a masz jak w banku, że właśnie ten zakaz złamiesz.

Ja osobiście jadłam najwięcej słodyczy wtedy, gdy wszystkim mówiłam, że nie jem słodyczy. Byłam z tego znana. I dumna. I co? Obżerałam się nimi „po godzinach”, gdy nikt nie widział. Rozumek wymyślił zakaz, a potem go złamał. 

Teraz słodycze w ogóle nie są dla mnie problemem, bo mentalnie ich sobie nie zakazuję. Powiedziałam kiedyś w końcu: ok, jak będę miała ochotę, to je sobie po prostu zjem. I to ucięło wszelkie dylematy czy mogę, czy nie mogę, a może tylko trochę, a może ostatni raz…? W mojej głowie sprawa jest załatwiona, więc nie myślę o nich. A ponieważ o nich nie myślę, to okazuje się, że nie mam na nie w ogóle ochoty. Najlepsze co mogłam dla siebie zrobić, to zdjąć ze słodyczy łatkę „zakazane”. Spróbuj – polecam. 

Ostatecznie zostaje jedno; słuchać tego co Twoje, serducha, zdrowego rozsądku.
Tych najprostszych rozwiązań, które wpadają nam do głowy dokładnie wtedy, gdy najbardziej ich potrzebujemy.

Na przykład:

– Zostaw ten telefon i wyjdź na chwilę na spacer – mówi nasze wnętrze.
– Łee, spacer? Spacer nic nie da.

I siedzimy dalej.

Albo:

– Kup coś na obiad. Coś prostego. Nie zamówisz wtedy pizzy.
– Dobra, ale od jutra, dziś miałem ciężki dzień.

I tak nasz wewnętrzny GPS prowadzi nas zawsze tam, gdzie trzeba, a ten drugi głos z radia gra starą śpiewkę: No coś ty! Skorzystaj lepiej z mapy autora Diety X! I jeżeli mu zaufasz, to pojedziesz starą trasą. I zanim się obejrzysz, znów wrócisz do nieszczęsnej Krainy Postanowień Dietetycznych.

Anna Gruszczyńska
Anna Gruszczyńska

Anna Gruszczyńska

Specjalistka od bulimii i kompulsywnego objadania się. Od 2015 roku pomaga kobietom wychodzić z zaburzeń odżywiania, opierając się na własnym 15-letnim doświadczeniu z bulimią. Autorka bloga wilczoglodna.pl, bestsellerowych książek o relacji z jedzeniem oraz Wilczego Podcastu. Jako jedna z pierwszych w Polsce certyfikowanych coachek metody Three Principles, łączy praktykę z psychologiczną prostotą opartą na tej filozofii. IG: @ wilczoglodna

Anna Gruszczyńska

Anna Gruszczyńska

Specjalistka od bulimii i kompulsywnego objadania się. Od 2015 roku pomaga kobietom wychodzić z zaburzeń odżywiania, opierając się na własnym 15-letnim doświadczeniu z bulimią. Autorka bloga wilczoglodna.pl, bestsellerowych książek o relacji z jedzeniem oraz Wilczego Podcastu. Jako jedna z pierwszych w Polsce certyfikowanych coachek metody Three Principles, łączy praktykę z psychologiczną prostotą opartą na tej filozofii. IG: @ wilczoglodna

Czytaj inne artykuły z magazynu "Pewna Terapia"

100 tysięcy kilometrów do zdrowia

Rozmowa z Martyną Chmielewską o mikrokrążeniu, biohackingu i holistycznym podejściu do zdrowia Zacznijmy od podstaw. Czy da się oszukać wiek i proces starzenia się, żeby żyć w zdrowiu i szczęściu?Tak. [...]

Uczyłam się chodzić na nowo. Dziś jestem trenerką

Rozmowa z Kingą Handzlik „Do mechanika nie idzie się z naprawionym autem” – mówi Kinga, trenerka personalna, która sama musiała nauczyć się chodzić na nowo [...]

Kobieca wioska wsparcia

O tym, czego naprawdę potrzebują współczesne mamy Dlaczego mamy są wiecznie zmęczone? Czy zmęczenie mamy różni się od zmęczenia kobiety bez dzieci? I jak zadbać o siebie, [...]

Dane kontaktowe

Formularz

Zapisz się do newslettera

i zyskaj 25% zniżki na zamówienie!