Square Clock Streamline Icon: https://streamlinehq.com

Pn - Pt: 8:00 – 16:00

Mail Send Envelope Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Phone Circle Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Delete Square Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Tailless Line Arrow Left Square Streamline Icon: https://streamlinehq.com

Blog

Od nowego roku będę lepszą mamą

Od nowego roku będę lepszą mamą

Wyzwanie, które ciągnie się za mną z roku na rok. Wyzwanie, któremu wiecznie nie mogę sprostać. Z biegiem czasu staje się dla mnie wyrzutem sumienia. Bycie lepszą mamą nie dotyczy moich konkretnych zachowań. Jako lepsza mama nie będę pracowała mniej, nie będę częściej bywać w domu, nie będę smaczniej gotować. W moim wyobrażeniu będę lepszą mamą, kiedy efekty jakichkolwiek moich działań zobaczę u dzieci. To znaczy, że wymagam od siebie, aby zmienić dzieci. Zmienić – uszczęśliwić… czy poprawić?

Kogo tak naprawdę dotyczy moje postanowienie? 

Prawda jest taka, że mam wpływ na to, co robię i jakie decyzje podejmuję. Mam wpływ na to, jak postrzegają mnie dzieci. Decyduje o granicach opieki nad nimi, próbując wybadać balans między zaniedbaniem a opiekuńczością. Chcę, aby miały we mnie wsparcie i były samodzielne. Jest to trudne zadanie dla każdej mamy, nie tylko tej z trojgiem dzieci i nie tylko tej, której dzieci mają zaburzenia neurorozwojowe.

Pierwsza rzecz, z którą chcę się zmierzyć, to zróżnicowanie troski z zamartwianiem się. Chciałabym od pierwszego stycznia dostrzec w moich działaniach rodzicielskich odpowiedź na pytanie: jak mogę lepiej zrozumieć moje dziecko? Tymczasem, w starym roku zamartwiam się i uważam, że to moja wina, że tak jest. Biorę na siebie odpowiedzialność za to, co robią moje dzieci, w szkole, w domu, poza domem. To, że mój syn przeklina, drugi nie odezwie, kiedy powinien. To, że jeden chodzi ubrany ekstrawagancko, drugi unika kurtki w okresie przymrozków. Czuję, że odbieram im granice decyzyjności, myśląc, że ja za wszystko odpowiadam. Chciałabym nie martwić się o opinie innych ludzi, czyli o skargi innych rodziców ze szkoły.

Środowisko wokół mnie nie zwraca uwagi na granice wpływu, uznając, że za wszystko ponosi odpowiedzialność rodzic.

To, że mój syn nie weźmie podręcznika z szafki, choć jest w szkole, także jest moją winą. Taka postawa zamyka temat wsparcia i pomocy. Kiedyś wydawało mi się, że troska polega na czuwaniu 24/7, zaspokajaniu potrzeb i analizowaniu każdego zachowania. Tymczasem zapędziłam się w porównywanie. 

Milion razy zadałam sobie pytanie: co jest nie tak? 

Czemu moje dziecko nie jest takie jak inne? Inne: grzeczne, nie sprawiające problemów, na które rodzice i nauczyciele się nie skarżą. Wtedy nie miałam pojęcia, że moje dziecko ma ADHD.

Źle pojęta troska, który w istocie była zamartwianiem się, odbierała mi siły i energię oraz podpowiadała, że najlepsze, co mogłam zrobić, to uciec w poczucie winy. A to jest droga donikąd. 

Z poczuciem winy niewiele można zrobić. Przekuć je w granice odpowiedzialności to już co innego. W ramach tych granic, mogę dokonać zmian.

Z perspektywy pediatry widzę to nieco inaczej. Dzieci, które dorośli nazywają „niegrzecznymi”, często po prostu nie radzą sobie z emocjami, bodźcami, napięciem. Mają trudność z regulacją emocji. My, dorośli, obwiniamy siebie i innych dorosłych o brak wychowania dzieci, nie ucząc ani ich, ani siebie, sposobów regulacji emocji. Czy mówimy o dziecku z ADHD, czy zaburzeniem ze spektrum autyzmu (w tym AuDHD), skupiamy się na rozczarowaniu. Dziecko nie spełnia oczekiwań, nie jest tak pilne, tak towarzyskie czy grzeczne jak większość dzieci. Zbyt wiele sobie wyobrażamy, mając w sobie za mało  zrozumienia. 

Rodzic widzi, że jest trudno i czuje się winny

Jako lepsza mama, potrenuję uważność. Pierwszym krokiem do zmiany jest przyznanie, że problem istnieje. Bez szukania winnego. Zamieniam pytanie „co jest nie tak?” na dociekanie: „czego jeszcze nie wiem o moim dziecku? Czego nie rozumiem?” Wtedy otwierają się drzwi do poszukiwania wsparcia. Nie jest to droga oczywista. Znowu – poruszamy się w zakresie naszego wpływu. 

Gdybym potrzebowała wsparcia szkoły, poszłabym do pracownika szkoły. Jeden będzie mi bardziej pomocny, drugi niekoniecznie. Nie mam wpływu na to, jak zachowają się inni ludzie, ani jakie decyzje podejmą. To ja zmierzę się z tym, czy grono pedagogiczne przekazało sobie informację o opinii dziecka w szkole, czy ta opinia trafiła do koszulki w segregatorze w szafce na półce i tylko jeden wychowawca wie o ADHD u dziecka. 

Rodzice dzieci neuroatypowych nie od razu trafiają na właściwe osoby. To nie znaczy, ze ich nie ma. Nie każdy ma tą samą interpretację wspierającego środowiska. Uważam jednak, że pewien wysiłek, na miarę swoich możliwości, opłaca się, bo każda rozmowa ze specjalistą uświadamia nas i konfrontuje z rzeczywistością. Ostatnie moje doświadczenie dotyczyło pewnej poradni, której przebogata oferta była świeżo zaktualizowana na stronie internetowej. Zadzwoniłam więc, z nadzieją na wsparcie. Usłyszałam powtarzającą się zwrotkę: „nie, tego nie mamy, tego nie prowadzimy… tego nie mamy, tego nie prowadzimy…”

Skoro pewnych barier nie przeskoczę, mam w sobie większą wyrozumiałość wobec dziecka.

W nowym roku nauczę się prosić o pomoc

Wydaje mi się, że powiedzenie wprost, że mam taki a nie inny problem i zwrócenie się o pomoc, jest oznaką słabości. Budzi to we mnie lęk. Gdybym miała sobie wyobrazić, że wpadam w uzależnienie albo już w nim jestem, i miałabym spojrzeć prawdzie w oczy,

przyznać się, byłoby mi trudno. Powiedzieć o tym komuś, byłoby jeszcze ciężej. Podobnie, jak podzielenie się doświadczeniem bycia rodzicem dziecka z ADHD czy AuDHD. Boję się stygmatyzacji, szufladkowania. Ludzie przecież wiedzą, czym są te zaburzenia, więc zgadują, z czym się mierzy moja rodzina. I choć ja wiem, że nie mają o tym pojęcia, nie zmienię ludzkich przekonań. 

Wiem, że kiedy się tym podzielę, spotkam się z kilkoma rodzajami reakcji: 

  • Niedowierzanie: „Ty? W Twojej rodzinie? Przecież jesteście taką zgodną rodziną” – a co to ma do rzeczy?
  • „To spróbuj terapii XYZ, zgłoś się do XYZ” – wiem, że dobre dary płyną z dobrych chęci, lecz niekoniecznie są dopasowane do moich wartości i potrzeb.
  • „Przechlapane. Nic z tym nie zrobisz” – wydaje się odbierać nadzieję, lecz wiem po prostu, że ta informacja jest za ciężka w odbiorze dla innej osoby. Nie każdy dźwiga problemy znajomych czy członków rodziny, nie każdy ma ku temu siły.
  • Zaprzeczanie, wypieranie, dystans, rozluźnienie kontaktów: „jakie ADHD, przesadzasz” – usłyszysz raz i to Ci wystarczy. Wiesz, że już o swoim problemie z tym kimś nie porozmawiasz.

Dlatego uważam, przewrotnie, że przyznanie się do problemu i poproszenie o pomoc, kiedy robi się to po raz kolejny, mając doświadczenia za sobą, jest bardziej aktem odwagi niż dowodem słabości.

Moim postanowieniem noworocznym nie będzie oczekiwanie efektu i to już po pierwszych działaniach

Chciałabym docenić się za każdą próbę wyjścia z cienia i szukania możliwości. Mierzenia się z niezrozumieniem. Dostrzeżenie wysiłku, jaki jest do tych działań potrzebny. Nawet, jeśli moje działania nie wystarczają, mam świadomość, że każda próba to krok naprzód .

Czasem przypominam sobie, że pewnych rzeczy nie przeskoczę. Jak w medycynie: są 

sprawy, na które mamy wpływ i możemy je modyfikować, jak na przykład czynniki ryzyka rozwoju choroby. Są też sprawy, na które nie mamy wpływu, jak geny, płeć, wiek, budowa mózgu. Co prawda mamy wpływ na sieć neuronalną naszego mózgu, ale nie całkowity wpływ i niekoniecznie podlegający naszej kontroli. To znaczy, że możemy wykorzystywać zjawisko neuroplastyczności mózgu, w sposobie, w jakim oddziałujemy na dziecko, ale nie mamy gwarancji, że jego sieci neuronalne uformują się według pożądanego przez nas wzorca. 

W dodatku mówimy tu o procesie, który trwa latami, a nie jest wynikiem

jednorazowej akcji. Wymaganie od rodziców dzieci neuroróżnorodnych, że osiągną spektakularne efekty w postaci ogromnej zmiany funkcjonowania i zachowania, jest po prostu naiwne. To wymaga pracy, powtórzeń, a więc czasu . 

Poza tym, kto ma osiągnąć efekt – rodzice, czy dziecko?

Każde dziecko otrzymało na starcie sposób reakcji na bodźce, temperament, każdemu kształtuje się osobowość, wedle zakodowanego wzorca, Nie mamy wpływu na to, że mózgi dzieci działają na wysokich obrotach. Słowa: „uspokój się”, „postaraj się” nie zmienią ani przekaźnictwa neuronalnego, ani nie dostarczą dopaminy. Nie wpłyną na zachowanie. Tego, jako dorośli, uczymy się o naszych dzieciach. 

W okresie dojrzewania dziecka nie mamy wpływu na tempo zmian. Nawet bliźnięta różnią się pod tym względem. Wpływ mam na prostsze rzeczy. Na przykład, mogę zdecydować jak się zachowam w niekomfortowej sytuacji. Co zrobię, kiedy będzie ciężko. Mam wpływ na to, że czasem podnoszę głos albo robię głęboki oddech. Nie zawsze mi to wychodzi. Raz się udaje, innym razem jestem zbyt przeciążona, żeby sobie dobrze poradzić. Wtedy myślę, że następnym razem pójdzie mi lepiej. 

Wiem też, że mam wpływ na sposób rozmowy. Większe znaczenie ma dla mnie budowanie relacji z dzieckiem, bo chcę, żeby miało do mnie zaufanie, niż czepianie się słów, którymi chce prowokować. Wiem, też, że nie mam obecnie siły na konfrontację wobec tłumu. Nie wystąpię przed audytorium w sprawie moich dzieci. Nie zawsze i nie na wszystko mamy wystarczające zasoby. I nie musimy mieć. Mam wpływ na to, czy proszę o pomoc. Czy powiem, że nie wiem, co robić dalej, czy będę udawać, że wszystko mam pod kontrolą.

Powyższe punkty tworzą moje tegoroczne postanowienie. Skupiam się na potrzebach. Doceniam swoje wysiłki rodzicielskie. Trenuję uważność. Reaguję na zmiany. Podchodzę z ciekawością. Daję sobie prawo do bycia mamą, która nie musi wiedzieć wszystkiego. Nie idealną, ale wystarczająco dobrą. Za rok wrócę do tego postanowienia i przyjrzę się swoim postępom. Każdy postęp, nawet najmniejszy, powie mi, że jestem lepszą mamą, chociaż odrobinę lepszą, niż jestem dzisiaj.

Agnieszka Sawicka
Agnieszka Sawicka

Agnieszka Sawicka

Lekarz pediatra, dyplomowany coach, właścicielka Gabinetu dla Dzieci. Lider Sekcji ds. Codziennej Praktyki Polskiego Towarzystwa Komunikacji Medycznej, działaczka Bydgoskiej Izby Lekarskiej, finalistka konkursu Lekarz – Innowator 2024. Twórca bloga: agnieszkasawicka.com

Agnieszka Sawicka

Agnieszka Sawicka

Lekarz pediatra, dyplomowany coach, właścicielka Gabinetu dla Dzieci. Lider Sekcji ds. Codziennej Praktyki Polskiego Towarzystwa Komunikacji Medycznej, działaczka Bydgoskiej Izby Lekarskiej, finalistka konkursu Lekarz – Innowator 2024. Twórca bloga: agnieszkasawicka.com

Czytaj inne artykuły z magazynu "Pewna Terapia"

100 tysięcy kilometrów do zdrowia

Rozmowa z Martyną Chmielewską o mikrokrążeniu, biohackingu i holistycznym podejściu do zdrowia Zacznijmy od podstaw. Czy da się oszukać wiek i proces starzenia się, żeby żyć w zdrowiu i szczęściu?Tak. [...]

Uczyłam się chodzić na nowo. Dziś jestem trenerką

Rozmowa z Kingą Handzlik „Do mechanika nie idzie się z naprawionym autem” – mówi Kinga, trenerka personalna, która sama musiała nauczyć się chodzić na nowo [...]

Kobieca wioska wsparcia

O tym, czego naprawdę potrzebują współczesne mamy Dlaczego mamy są wiecznie zmęczone? Czy zmęczenie mamy różni się od zmęczenia kobiety bez dzieci? I jak zadbać o siebie, [...]

Dane kontaktowe

Formularz

Zapisz się do newslettera

i zyskaj 25% zniżki na zamówienie!