Square Clock Streamline Icon: https://streamlinehq.com

Pn - Pt: 8:00 – 16:00

Mail Send Envelope Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Phone Circle Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Delete Square Streamline Icon: https://streamlinehq.com
Tailless Line Arrow Left Square Streamline Icon: https://streamlinehq.com

Blog

„Walczyłam o mamę do trzydziestego roku życia”

„Walczyłam o mamę do trzydziestego roku życia”

Z zewnątrz – elegancki dom, sukcesy w jeździectwie, wzorowa córka. W środku – matka, której organizm wytrzymał 35 lat picia, i dziewczynka przekonana, że miłość to walka o kogoś bliskiego. Victoria Pietrykowska przez trzydzieści lat próbowała ratować mamę. W końcu musiała wybrać siebie.

Jesteś doradcą biznesowym i mentorem w branży stomatologicznej. Wiele osób widzi Twój profesjonalizm i empatię, ale nie każdy wie, że jesteś również Dorosłym Dzieckiem Alkoholika. Jak wyglądało Twoje dzieciństwo?

Wiele osób mogłoby odnieść wrażenie, że pochodzę z bardzo dobrego domu, ale tak naprawdę to były tylko pozory. Wszystko z zewnątrz wyglądało bardzo elegancko, dlatego ja też czułam presję, żeby nikogo nie zawieść. Uprawiałam jeździectwo, pływałam, oczekiwania wobec mnie były bardzo wysokie: drugie, trzecie miejsce w zawodach to było za mało, miałam być pierwsza.

Wiele osób nie wiedziało, że moja mama jest uzależniona od alkoholu. Nawet jej przyjaciółka dowiedziała się o tym dziesięć lat temu, chociaż mama miała problem z piciem przez całe życie.

Już w wieku sześciu lat pamiętam, jak podczas wyjazdu do Afryki mama zostawiła mnie samą w pokoju, bo miała ochotę iść na kolację i nie interesowało ją, jak ja się czuję. Płakałam i czułam, że nie mogę na nią liczyć i to nie jest w porządku. Wcześnie zaczęło mnie też irytować to przywiązanie do wizerunku. Mama pilnowała, żebym była perfekcyjnie ubrana, wyglądała „jak laleczka”. Do osiemnastego roku życia mieszkałam w domu rodzinnym i rzadko widziałam mamę trzeźwą, wpadała w długie ciągi.

Wiesz, co było powodem uzależnienia Twojej mamy? Patrząc z zewnątrz, można odnieść wrażenie, że miała wszystko.

Mama była bardzo atrakcyjną kobietą, obracała się w prestiżowym towarzystwie, lubiła przyciągać uwagę. Rodzice mieli też dobrze prosperującą firmę, radzili sobie finansowo. Kiedy ja przyszłam na świat, życie mojej mamy bardzo się zmieniło. Miała problemy z zajściem w ciążę, moje imię symbolizuje to zwycięstwo w walce o dziecko. Niestety terapie hormonalne, które przeszła, negatywnie się na niej odbiły. Przytyła, nie mogła wrócić do wcześniejszego wyglądu, a wizerunek był dla niej bardzo ważny. 

Po śmierci mamy przeczytałam jej pamiętniki i to było trudne. Dowiedziałam się, że miała poczucie, że musi się dzielić uwagą i miłością, które wcześniej skupiały się tylko na niej. Myślę, że to była depresja poporodowa. Rodzina nie chciała dostrzec tego problemu, od mamy również wymagało się, że będzie idealna. Mama miała też wysokie ambicje, mam wrażenie, że widziała we mnie możliwości, które ona już straciła. Czasem niestety wręcz czułam, że z jednej strony chce, żebym realizowała jej marzenia, a z drugiej – boi się mojego sukcesu. Kiedy ona pogrążała się w nałogu, ja zażarcie szłam po swoje.

Jak wyglądała Twoja relacja z tatą? 

Mojego taty często nie było, bo bardzo dużo pracował. Mimo wszystko to on wpoił mi te cechy, które mam do dzisiaj i pozwoliły mi wiele osiągnąć. Szkoła była dla niego priorytetem, chodził na zebrania i weryfikował, jakie mam oceny. Wpoił mi też kulturę osobistą. Czułam od niego miłość, chociaż nie zawsze umiał wyrazić ją słowami. Tata szukał też dla mnie dodatkowych zajęć, żebym oderwała się od tego, co dzieje się w domu. Najpierw to było pływanie, a potem jeździectwo. Zanim odszedł od mamy, kupił mi źrebaka, chociaż ja wtedy jeszcze nie jeździłam konno. Jestem za to wdzięczna, bo jeździectwo uratowało mi życie. W końcu tata nie wytrzymał i rodzice się rozwiedli. Chciał zabrać mnie z tego domu, żebym nie została z mamą sama, ale ja czułam, że muszę o nią walczyć.

Dlaczego miałaś tak silne poczucie, że musisz walczyć o mamę? 

Wiele osób pewnie chciałoby się od niej odciąć. Wierzyłam, że ona jest dobrym człowiekiem, chociaż nigdy nie dostałam od niej prawdziwego, matczynego ciepła. Nie miałam też zdrowych wzorców, myślałam, że tak wygląda miłość i opieka nad kimś bliskim. Wierzyłam, że znajdę w mamie te pokłady miłości i udowodnię, że da się ją uratować. Uciekałam się do szantażu, zabierania kluczyków do auta, odłączania domofonu, żeby nikt nie mógł jej dostarczyć alkoholu.

Jak wyglądało Twoje życie, gdy tata się wyprowadził?

Miałam wtedy dwanaście lat i to był jeden z najtrudniejszych momentów w moim życie. Oddałam się totalnie jeździectwu i spędzałam w stajni całe weekendy. Zdarzało się, że mama przyjeżdżała pijana na moje treningi. Wtedy już zaczęłam więcej rozumieć, bo czytałam książki o alkoholizmie. Dużo zmieniło się też, gdy poznałam mojego narzeczonego Michała, bo był pierwszą osobą, z którą mogłam porozmawiać o tym, co działo się w domu, nawet gdy nasza relacja była jeszcze przyjacielska. Przekonałam się, że to nie jest temat, którego nie da się z nikim poruszyć. To było dla mnie nowe, bo babcia dosłownie zamykała przede mną drzwi, gdy chciałam porozmawiać na ten konkretny temat. Myślę, że gdyby nie Michał i jeździectwo nie byłabym dzisiaj w takim miejscu, w jakim jestem. Korzystałam z terapii, ale ja szukałam partnera do walki, a ze strony terapeutów czułam litość, która mi nie pomagała. Sytuacja jednak była coraz gorsza i mama zaczęła traktować mnie wręcz jak wroga, była agresywna.

Pamiętasz jakiś szczególnie trudny moment z tego okresu? 

Pamiętam, jak stałam pod domem, a mama powiedziała, że mnie nie wpuści. Byłam wtedy z Michałem i on zaproponował, żeby zgłosić to na policję. Zrobiłam to, ale policjanci nie potraktowali mnie poważnie. W końcu w domu zapanowała cisza i miałam obawy, że stało się coś poważnego. Przyjechało pogotowie i rzeczywiście okazało się, że mama jest nieprzytomna. Trafiła na izbę wytrzeźwień, co dla niej było ogromnym wstydem. Mama potraktowała to jak upokorzenie, a ja w środku miałam nadzieję, że osiągnęła dno i w końcu się obudzi. Nic takiego jednak się nie stało. 

Jak wyglądały Twoje relacje z mamą w dorosłym życiu? 

Z domu wyprowadziłam się, zanim skończyłam osiemnaście lat. Przez kolejne trzynaście lat byłam jednak na ścieżce sklejania swojego życia. W wieku dziewiętnastu lat uciekłam do Wielkiej Brytanii. Miałam nadzieję, że na odległość będzie mi łatwiej. Wciąż jednak podawałam rękę, wie – rzyłam, że ma dobre intencje, że zostanie trzeźwa na dłużej. System jednak mnie zawiódł. Mama miała już skierowanie na przy – musowe leczenie, a pani kurator podczas wizyty „kontrolnej” poinformowała mnie, że nikt nie otwiera, a ona nie może wejść do środka siłą. To ja musiałam przyjechać i włamać się do własnego domu rodzinnego. Służby nie zrobiły nic. I finalnie mimo nakazu sądowego, na przymusowe leczenie nie trafiła.

Miałaś nadzieję, że narodziny wnuka coś zmienią? 

Że będzie chciała uczestniczyć w jego wychowaniu? Bardzo na to liczyłam, w końcu byłam jej jedyną córką. Miałam nadzieję, że dziecko będzie motorem napędowym do zmian. Tak się nie stało. W stanie nietrzeźwości mama powiedziała, że życzy mi, żeby mojego syna nie było. Dotarło do mnie, że nie chcę, żeby moje dziecko miało kontakt z takimi emocjami. Nawet, gdy sama zostałam mamą, wiele razy zdarzały się takie sytuacje, że pędziłam do domu rodzinnego, bo mama miała wypadek albo nie było z nią kontaktu. Przyjeżdżałam i kolejny raz widziałam ją w stanie agonalnym. Wiedziałam jednak, że ten kontakt trzeba ograniczyć. Zapewniałam dziecku opiekę i nie zabierałam go ze sobą, bo nie pozwoliłam, żeby widziało babcię w takim stanie. Mojej mamy nie było przy mnie w najważniejszych momentach, takich jak osiemnaste urodziny, matura, zdanie prawa jazdy czy mój poród. Miewała kontakt z moim synem, dałam jej szansę na bycie babcią, ale ona sobie z tym nie poradziła. 

Kiedy podjęłaś decyzję o odcięciu się? 

Walczyłam o mamę do trzydziestego roku życia i nigdy nie było tego momentu przebudzenia. W którymś momencie wreszcie się odcięłam. Pozostało mi się odciąć i zadbać o własną rodzinę, którą stworzyłam i o siebie, swoją głowę. Miałam nadzieję, że brak kontaktu z nami będzie jej dnem, od którego się odbije, ale po raz kolejny tak się nie stało.

Spadło na mnie wiele hejtu, bo „przecież to twoja mama”. Bolało mnie, że inni oceniają to, że się nią nie opiekuję, chociaż nie mieli pojęcia, co przeszłam walcząc o nią przez większość swojego życia. Mam świadomość, że to było współuzależnienie. Przeszłam wiele różnych terapii i teraz już umiem o tym swobodnie mówić. 

Twoja mama nie żyje. Jak do tego doszło?

Miała 65 lat. Wiedziałam, że kiedyś nadejdzie telefon z taką informacją. Próbowaliśmy wszystkiego, ale wyczerpaliśmy możliwości: terapia, szantaże, rozmowy, wszywki, bioenergoterapia. Oczywiście bałam się, że jej organizm nie wytrzyma, zrobi krzywdę sobie albo komuś innemu, bo np. wsiądzie pijana za kierownicę. Mimo wszystko w pierwszej chwili ta wiadomość do mnie nie docierała. W końcu jej organizm wytrzymał 35 lat wlewania w siebie tej trucizny. Nadszedł jednak ten moment, że ciało nie zniosło więcej.

Otwarcie dzielisz się swoją historią. Myślisz, że może dać komuś nadzieję, że da się zbudować wspaniałe życie, mimo bycia DDA? 

Bardzo długo nosiłam to w sobie, jak taki brakujący puzzel w moim wizerunku. Chcę pokazać, że syndrom DDA nie musi sprawić, że się poddasz i powielisz wzorzec. Możesz wykorzystać te doświadczenia jako punkt zwrotny i zbudować takie życie, jakie chcesz mieć. Nie uważam, że powinno się cierpieć po cichu. Nie ma się, czego wstydzić, niezależnie, czy doskwiera Ci depresja, czy syndrom DDA.

Wierzę, że DDA nie musi być ciężarem. Może być Twoją przewagą, jeśli świadomie przepracujesz to, co Cię ukształtowało.

Nie chcę budować perfekcyjnego wizerunku tylko po to, żeby być zaakceptowana. To prawdziwe historie mogą być inspiracją dla osób uzależnionych czy współuzależnionych. Warto zrobić pierwszy krok i szukać pomocy. Właśnie dlatego chciałam podzielić się moimi doświadczeniami.


Victoria Pietrykowska

Doradca biznesowy & coach w procesie akredytacji, współzałożyciel Efektywnej Praktyki. Specjalizuje się w strategiach biznesowych dla klinik stomatologicznych, łącząc uporządkowane procedury operacyjne, standardy pro-pacjent i skuteczne modele zarządzania zespołem. Wspiera właścicieli i menedżerów w budowaniu placówek, które działają przewidywalnie, rentownie i bez chaosu. Mówiąc krótko: wchodzi i ustawia biznes tak, żeby działał.

Victoria Pietrykowska

Doradca biznesowy & coach w procesie akredytacji, współzałożyciel Efektywnej Praktyki. Specjalizuje się w strategiach biznesowych dla klinik stomatologicznych, łącząc uporządkowane procedury operacyjne, standardy pro-pacjent i skuteczne modele zarządzania zespołem. Wspiera właścicieli i menedżerów w budowaniu placówek, które działają przewidywalnie, rentownie i bez chaosu. Mówiąc krótko: wchodzi i ustawia biznes tak, żeby działał.

Czytaj inne artykuły z magazynu "Pewna Terapia"

100 tysięcy kilometrów do zdrowia

Rozmowa z Martyną Chmielewską o mikrokrążeniu, biohackingu i holistycznym podejściu do zdrowia Zacznijmy od podstaw. Czy da się oszukać wiek i proces starzenia się, żeby żyć w zdrowiu i szczęściu?Tak. [...]

Uczyłam się chodzić na nowo. Dziś jestem trenerką

Rozmowa z Kingą Handzlik „Do mechanika nie idzie się z naprawionym autem” – mówi Kinga, trenerka personalna, która sama musiała nauczyć się chodzić na nowo [...]

Kobieca wioska wsparcia

O tym, czego naprawdę potrzebują współczesne mamy Dlaczego mamy są wiecznie zmęczone? Czy zmęczenie mamy różni się od zmęczenia kobiety bez dzieci? I jak zadbać o siebie, [...]

Zapisz się do newslettera

i zyskaj 25% zniżki na zamówienie!