Jak odpocząć, ale jednocześnie pracować nad sobą
Ośrodek terapii uzależnień to nie pensjonat ani SPA – to miejsce, w którym zaczyna się prawdziwa walka o siebie. W Katharsis w Świątnikach Górnych podopieczni nie tylko odpoczywają od chaosu codzienności, lecz przede wszystkim odzyskują swoją tożsamość, ucząc się na nowo żyć – świadomie, trzeźwo i w zgodzie ze sobą.
Zaczynając od tego, co najważniejsze: dlaczego warto przejść terapię właśnie w ośrodku Katharsis? Dlaczego terapia u Państwa jest tak skuteczna? A poza tym – dlaczego właśnie nazwa Katharsis?
Daniel Gabrysiak: Zastanawiałem się nad tą nazwą przez dłuższy czas, ponieważ placówkę w Świątnikach Górnych na Sportowej prowadzę już 10 lat. Działaliśmy pod inną nazwą, ale pewne czynniki biznesowe sprawiły, że trzeba było ją zmienić. Chciałem trafić w sedno tego, z czym przyjeżdżają do nas pacjenci, z czym się zmagają. Katharsis to oczyszczenie wewnętrzne, ciała i duszy, dlatego mnie to ujęło.
Tu warto wspomnieć, że współzarządzał Pan siecią ośrodków w całej Polsce, która miała bardzo dużą renomę i doświadczenie nawet w takich skrajnie trudnych przypadkach np. detoksykacji od narkotyków, silnie uzależniających leków. Mało kto w Polsce podejmował się takich przypadków.
Tak, dokładnie. Jesteśmy jedną z pierwszych placówek prywatnych detoksykacji, która zajmowała się trudnymi przypadkami: twardymi narkotykami, pacjentami w stanie upojenia alkoholowego. Wtedy placówki rzadko przyjmowały pacjentów pod wpływem. My, dzięki umowom z lekarzami i personelem medycznym, pomagamy również takim pacjentom. Ich rodziny są w trudnej sytuacji, kiedy pacjent się decyduje, a ośrodek nie może go przyjąć. Przyjmowanie osób pod wpływem to był kamień milowy w pomocy uzależnionym.

Porozmawiajmy o pacjentach: co dla pacjentów jest najtrudniejsze na początku terapii? Z czym mierzą się, gdy zgłaszają się do ośrodka?
Ja myślę, że identyfikacja, minimalizowanie problemu, koloryzowanie, myślenie marzeniowe: „przecież nic się nie stało”, „przecież ja piję za swoje, nie kradnę, nie pożyczam”. Myślę, że taka pijana duma gubi pacjentów. Trzeba przekierować myśli: „ja alkoholik”, „ja osoba uzależniona”. Najtrudniejsza jest identyfikacja, uzyskanie nowej tożsamości alkoholika, narkomana, ćpuna, to bardzo boli. To jest tak powszechnie używane określenie: „ty ćpunie”. Pacjentowi trudno jest zaakceptować, utożsamić się z tym słowem, mówić na terapii, że jest się narkomanem.
Czyli pacjenci, gdy przychodzą do ośrodka, nie identyfikują się jeszcze jako osoba uzależniona? Wypierają to?
To są stereotypy. „Ja alkoholik”, czyli jestem alkoholikiem, daję sobie przyzwolenie na picie. Pacjenci mierzą się też z tym, że nie przychodzą do ośrodka dla siebie. Na wstępie nasza praca ma sprawić, żeby pacjent faktycznie był tu dla siebie, nie dla rodziny, bliskich, przyjaciół, tylko dla siebie. Zdarzyło się, że osoba uzależniona mówiła „ja to zrobię dla kota”. Powinno się myśleć, że zrobisz to dla siebie, a wtedy kot też będzie miał komfort życia przy tobie.
Po etapie pojawienia się pacjenta w ośrodku, identyfikacji problemu, przyznania się przed samym sobą: jakie zmiany zachodzą w pacjentach?
Przede wszystkim lepsza komunikacja, łatwiejsze wyrażanie, wręcz odmrażanie, swoich emocji i uczuć, komunikacja z rodziną, chęć naprawy relacji, odzyskania zaufania. To jest namacalne, ponieważ niejednokrotnie zapraszamy rodziny na rozmowy, żeby przygotować ich do wyjścia pacjenta z placówki.
Czyli przygotowujecie pacjenta do opuszczenia ośrodka po kilku tygodniach terapii?
Pacjent, który przyjeżdża do nas, otrzymuje opiekę psychologa, terapeuty, instruktora terapii uzależnień. Natomiast rodzina zostaje sama w swoich mechanizmach i chaosie. Dlatego zapraszam rodziny, żebyśmy mogli usiąść wspólnie i porozmawiać o zmianach, jakie zachodzą. Pacjent wraca jako swoje nowe, trzeźwe „ja”, to często zaburza cykl całej rodziny. Zależy nam, żeby bliscy byli przygotowani, bo proces trzeźwienia powinien być kontynuowany w domu.
Jak schematy w domu mogą wpływać na osobę uzależnioną?
Zachęcamy do podjęcia terapii dla współzależnionych. Rozmową staramy się ukierunkować pacjenta i rodzinę na fakt, że to nie będzie „ten sam Wojtek”, tylko to będzie „trzeźwy Wojtek”. Rodziny często pytają, jak będzie po terapii, czy będzie pił, ćpał, zażywał substancje. Powtarzamy pacjentom w naszej placówce, że biorą za siebie pełną odpowiedzialność. Osoba uzależniona wychodzi z ośrodka ze świadomością, że ma problem, że jest alkoholikiem. Jest wyposażona we wszystkie narzędzia zewnętrzne i wewnętrzne, wie, co się z nią dzieje. Tak jak sugeruje nazwa ośrodka – Katharsis – przechodzi oczyszczenie psychiczne i fizyczne.
Na co pacjenci powinni zwrócić uwagę, wybierając ośrodek? Co ma Pana ośrodek, czego nie zapewnia konkurencja?
Wyróżnia nas przede wszystkim komfort: mamy pokoje klimatyzowane, wielką przestrzeń (80 arów), oddzielną jadalnię. Pacjenci mają swobodę, mogą pobyć sami ze sobą, wyciszyć się. Jest też możliwość rekreacji, boisko do gry w siatkówkę, koszykówkę, piłką ręczną. Mamy również siłownię, stół do ping ponga. Wyróżniamy się też pięknym widokiem, przy dobrej pogodzie widać zarys gór. Oprócz tego dużo zieleni, kwiatów, strefy relaksu.
Staramy się też scalać grupę. Organizujemy grilla w soboty, zapraszamy rodziny pacjentów. Wtedy jest okazja do wspólnej rozmowy, również z psychologami, terapeutami.

To nie jest terapia, ale po prostu rozmowy o życiu, jak było, jak jest, jak może być. Wtedy czuje się tę ich radość. Niektórzy mówią, że to jest „magiczny ogród”, kiedy się budzą, słychać śpiew ptaków. Pacjenci zaczynają zauważać te małe rzeczy, mówią na grupie terapeutycznej, że specjalnie wstają rano, żeby posłuchać śpiewu ptaków. Doceniają, jak można żyć na trzeźwo, są spokojni, wyciszeni, mają czas na refleksję, analizę.
Czy w ośrodku obowiązuje rutyna, powtarzalny rytm dnia?
Tak, rytm jest powtarzalny. Chcemy, żeby pacjenci nabrali obowiązkowości, odpowiedzialności za siebie. Przygotowujemy wspólnie śniadanie, kolacje, tylko przy obiedzie pomagają nam fachowcy, ale razem z pacjentami nakrywamy do stołu. Ja jako instruktor terapii uzależnień i właściciel, też się angażuję. Działamy razem, bo w grupie siła.
A jak wyglądają zajęcia? Ile jest godzin terapii?
Od 10.00 do 13.00, czyli trzy godziny przed obiadem – to są emocje, uczucia, dzienniczek głodu alkoholowego. Być może pacjent coś przeżywa, rozmawiał z rodziną, coś stało się na terenie ośrodka, co wpłynęło na jego stan emocjonalny. Wyrażamy to, mówimy o tym głośno, bo trzeba pamiętać, że pacjenci przyjeżdżają do nas z zamrożonymi emocjami, niechęcią do wyrażania tego, co czują, „pompują” to w siebie bez wentylacji. Przez te trzy godziny mówimy, co przeżywamy, czy czuliśmy pokusę sięgnięcia po alkohol. Prowadzimy tabelkę głodów alkoholowych, dzienniczek emocji i uczuć. Po każdym przeczytaniu dzienniczka dostają informacje zwrotne, co usłyszałem, co czuję, być może inni przeżyli coś podobnego.
W drugiej części, od 15.00 do 18.00, są bloki tematyczne. Omawiamy mechanizmy, emocje, uczucia, pacjenci mierzą się z rzeczywistością: „ja alkoholik”, „ja osoba uzależniona”, „ja osoba zmagająca się z głodem alkoholowym”. Mamy różne programy: HALT, 24 godziny. Bloki tematyczne w każdej placówce są powtarzalne. Warto jednak też zaznaczyć, jakie są przekaz, swoboda, traktowanie pacjenta. Tu nie ma podziału na ja vs. terapeuta czy psycholog. Pacjenci to wyczuwają, że wszyscy jesteśmy na jednym poziomie. Chodzi również o komunikację, zaufanie, chęć powiedzenia tego, co wcześniej ukrywałem.
W Pana ośrodku ta opieka jest naprawdę intensywna, nie brakuje opiekunów, terapeutów. To chyba nie jest takie oczywiste?
Faktycznie, nie jest to oczywiste. To, co nas wyróżnia, to fakt, że jesteśmy z pacjentem całodobowo. Mamy dyżury po kilka dni, pacjent ma możliwość zapoznania się z personelem, nie zmieniamy się codziennie. Nie ma takich sytuacji, że ktoś inny pracuje rano i po południu. Wchodzimy z pacjentem w komunikację, w proces terapii, to buduje zaufanie. Pacjent może nam zaufać, bo wie, że o każdej porze, może na kogoś liczyć. Jesteśmy do dyspozycji 24 godzinę na dobę. Po kolacji, czyli po godzinie 18.00, mamy bloki, czyli cykl indywidualnych spotkań terapeutycznych. Pacjent może być skierowany na rozmowę przez psychologa lub terapeutę, bo coś wyłapaliśmy na bloku tematycznym lub w dzienniczku i chcemy to omówić. Zdarza się też, że pacjent ma blokadę, nie mówi czegoś na grupie i ma do tego prawo. Wtedy proponujemy rozmowę indywidualną, żeby to miało sens terapeutyczny.
A jak wygląda opieka na samym początku po przyjęciu do ośrodka?
Tak. Pielęgniarka czuwa przy pacjencie całodobowo na sali detoksykacyjnej. Kiedy pacjent już jest w stanie i wyraża chęć, żeby porozmawiać, to jako terapeuci jesteśmy do jego dyspozycji. Zdarza się, że detoks alkoholowy nie kończy się terapią, ale często po kilku rozmowach pacjent, który był nastawiony na „nie”, jednak stwierdza, że chce zostać i podjąć terapię.
Ośrodek składa się z dwóch części: starszej (zachowanej w bardzo dobrym stanie) i nowej. Można powiedzieć, że to jest 4-gwiazdkowy standard. W jakich warunkach mieszkają pacjenci?
Mamy pokoje jedno-, dwu-, trzy- i czteroosobowe. Dbamy, żeby pacjenci czuli się komfortowo, czasem porównują ośrodek do sanatorium czy pensjonatu. Ale ja jednak zwracam uwagę na identyfikację: to jest ośrodek terapii uzależnień, a nie pensjonat czy SPA. Oczywiście, jestem estetą i chce zapewnić pacjentom komfortowe warunki. Nowa część ośrodka powstała z myślą o wysokim standardzie: w każdym pokoju jest telewizor i wi-fi. Mamy strefę wypoczynku, jadalnię, dostęp do aneksu kuchennego, dwa ekspresy do kawy, ciepłe napoje do dyspozycji.
Jak wielu pacjentów może naraz przebywać w ośrodku?
Jesteśmy w stanie przyjąć 25 pacjentów, jeśli mówimy łącznie o detoksie i terapii. Jeżeli chodzi o pacjentów terapeutycznych, to gdy jeden pacjent kończy, następny może wejść na jego miejsce. Zdarzało się, że mieliśmy na terapii ponad 15 pacjentów terapeutycznych. Wtedy jedną grupą zajmuje się pani psycholog, a drugą ja, żeby do każdego dotrzeć, każdy dostał pomoc, po którą się do nas zgłosił. Idziemy w kierunku pacjenta, chcemy jego komfortu, żeby dobrze się czuł, oczyścił, chciał trzeźwieć. Dążymy, żeby osoba uzależniona identyfikowała się z chorobą i robiła to dla siebie.