Niepłodność i strata dziecka to doświadczenia, które łączy jedno słowo – utrata. Utrata dziecka, zdrowia, nadziei, planów, marzeń, relacji. To realne straty, z którymi mierzy się co piąta para w Polsce. Jak przez to przejść? Jak wspierać bliskich w kryzysie? I czy da się żyć z satysfakcją, gdy niepłodność staje się częścią codzienności?
Wiele par mierzących się z tym trudnym doświadczeniem jakim jest niepłodność, strata ciąży, utrata dziecka, zadaje sobie to pytanie. Czasami Pary mierzą się z każdą z tych rzeczy, co powoduje jeszcze więcej bólu i niezgody na to, co się dzieje.
Myśląc o niepłodności musimy pamiętać o tym, że jest to kryzys dotykający wielu obszarów. Tyczy się zarówno aspektów czysto biologicznych, ale również społecznych i psychologicznych.
Strata dziecka, przez którą będziemy tutaj rozumieć zarówno poronienie, stratę ciąży czy straty okołoporodowe – jest jednym z najbardziej bolesnych doświadczeń w życiu.
Chciałabym, żebyśmy myśląc zarówno o niepłodności jak i utracie dziecka mieli w głowie jedno słowo, które integruje te dwa bolesne doświadczenia. Utrata.
Utrata, która łączy w sobie wiele strat – dziecka, zdrowia, nadziei, planów, marzeń, relacji, swojego dotychczasowego życia, poczucia kobiecości, męskości. To są realne utraty, z jakimi mierzą się pary w procesie leczenia niepłodności czy strat okołoporodowych.
Niepłodność czy bezpłodność? Język ma znaczenie
Nim przejdę dalej, chciałabym na chwilę zatrzymać się przy nomenklaturze i odróżnić dwie rzeczy, które dość często są mylone, zwłaszcza przez osoby postronne. A język ma znaczenie w kontekście wspierania i bycia przy ludziach, którzy mierzą się z kryzysem niepłodności.
Mowa o różnicy między bezpłodnością, a niepłodnością. Bywa, że te dwa wyrażenia są używane zamiennie, a oznaczają przecież zupełnie coś innego.
O niepłodności mówimy wtedy, gdy po roku starań para nie zachodzi w ciążę. Niepłodność może być też wtórna, np. w wyniku przebytego leczenia czy zabiegów medycznych.
Bezpłodnością nazywamy stan, w którym para nie ma możliwości poczęcia dziecka.
Marzeniem wszystkich specjalistów opiekujących się parami w kryzysie niepłodności jest to, byśmy wszyscy, całe społeczeństwo, traktowali niepłodność jak chorobę przewlekłą. Chorobę, na którą cierpi co piąta para w Polsce.
Niepłodność to choroba cywilizacyjna i zostanie z nami na długo. Czas zrobić jej miejsce przy wspólnym stole. (Wietrzykowska, 2023).
Proces adaptacji – maraton bez gwarancji na mecie
W chorobie niepłodności nie możemy zapominać o kluczowym mechanizmie psychologicznym, jakim jest proces adaptacji do choroby. U każdej pary, ale też u każdego partnera z osobna, ten proces może przebiegać trochę inaczej, w innym tempie. Po czym jednak możemy poznać, że adaptujemy się do choroby niepłodności? Zaczynamy dostrzegać ją jako część naszego życia, naszej codzienności. Leczenie niepłodności to maraton, który trwa czasami kilka, a nawet kilkanaście lat. Możemy się do tego maratonu świetnie przygotować, ale nie mamy pewności, czy go ukończymy. Czasami po latach leczenia okazuje się, że maratonu nie skończyliśmy, tylko zeszliśmy z trasy, zamykając za sobą drzwi „niepłodność”, a otwierając te podpisane „życie”.

Niepłodność jest obarczona ogromnym stresem psychologicznym, w czasie którego dochodzi często do wielu zniekształceń poznawczych. Zniekształcenia te są swego rodzaju uogólnionymi myślami zawierającymi w sobie nie do końca prawdziwy obraz sytuacji. To są przekonania typu „wszyscy dookoła, zachodzą w ciążę, a my nie”, „jeżeli teraz nie zajdę w ciążę, to już na pewno nigdy nie zostaniemy rodzicami”. Wsparcie psychologiczne w tym wymagającym czasie może pomóc w oglądaniu tych zniekształceń, dostrzeganiu ich i budowaniu do nich dystansu, który jest kluczowy w pracy z tymi zniekształceniami. Jeżeli nie uporamy się z nimi, będą one potęgować w nas szereg trudnych emocji i lęków, które zaburzają nie tylko proces samej adaptacji do choroby, ale mogą realnie wpłynąć na jakość naszego życia.
Jak zadbać o siebie w kryzysie niepłodności?
Co jeszcze może nam pomóc w adaptacji do choroby niepłodności oprócz pracy nad zniekształceniami? Przede wszystkim myślenie o niepłodności jak o chorobie, a nie jakimś „wybrakowaniu”, „naznaczeniu” czy „karze”. Zarówno kobiety jak i mężczyźni często doszukują się w sobie jakiejś „winy”, próbują znaleźć przyczynę, a często w wyniku tych zniekształceń „winę”. Najczęściej w sobie.
Niepłodność nie jest winą, nie jest karą, jest jednostką chorobową – N97 u kobiet i N46 u mężczyzn.
Nauka regulacji emocji jest również kluczowa w procesie adaptacji do choroby i nauki życia z niepłodnością. Ważne jest jednak, by ta regulacja nie była czymś, co ma nam pozwolić przestać czuć to, co czujemy. Często uciekamy w działanie, żeby nie czuć bólu, zazdrości, złości, frustracji, gniewu, żalu czy lęku. Warto znaleźć w sobie przestrzeń na to, by wypełnić swój czas i swoje życie czymś karmiącym i wartościowym. Sportem, spotkaniami, podróżami czy pracą, jeżeli jest ona ważna. Jednak z uważnością i wglądem w to, co czujemy. Z zauważeniem, że jest mi trudno, ale świadomie próbuję sobie z tym poradzić. Oddawanie się w wir działań bez integracji tego co w nas, bez wglądu w swoje uczucia, myśli i emocje jest ucieczką. To też jakiś sposób radzenia sobie, ale nie jest to sposób adaptacyjny. Raczej dezadaptacyjny, który w perspektywie czasu może tylko spotęgować to, co trudne. Jeżeli mamy problem z nazwaniem tego co czujemy, zauważeniem, zintegrowaniem, warto udać się specjalisty. Do psychologa, psychoterapeuty, najlepiej takiego, który ma doświadczenie w pracy z niepłodnością czy stratą.
Dbanie o dobre relacje, te, które już mamy, ale również poszukanie nowych jeżeli czujemy, że tu gdzie jesteśmy nie otrzymujemy wsparcia. Jeżeli zaczniemy szukać, znajdziemy grupy wsparcia czy fundacje, które zrzeszają zarówno osoby mierzące się z niepłodnością, jak i te po stracie.
Życie na standby’u
Niepłodność dotyka wielu sfer, również tych intymnych, naszej seksualności, tego jak widzimy siebie jako nie tylko nie-rodzica czy przyszłego rodzica, ale też jako partnera, partnerkę. Leczenie niepłodności to życie na nieustannym standby’u. Funkcjonowanie od cyklu do cyklu, od jednej wizyty do drugiej, branie leków o określonych porach dnia. Całe życie jest podporządkowane tej jednej rzeczy – chęci posiadania potomstwa.Nie możemy mieć pewności, jak zakończy się ta droga. Niezależnie od tego, jakie decyzje przyjdzie nam podjąć, bądźmy uważni. Przede wszystkim na siebie, ale też na to, co oferuje nam świat. Z ostrożnością i uważnością dobierajmy sobie krąg specjalistycznego wsparcia psychologicznego. Nie ma takiej afirmacji, która da nam pewność, że zajdziemy w ciążę. Żaden suplement i żadne zioła też nam tego nie zagwarantują. Nie można „zaprogramować się na dziecko”.
Ale jest jedna rzecz, na którą na pewno mamy wpływ. Nasze życie, które toczy się obok niepłodności. Dlatego zachęcam, by zanim obudzić w sobie życie, obudzić w sobie miłość. Poszukać wsparcia, jeżeli jest taka potrzeba i nie zatracić się w staraniach. Życie z satysfakcją z niepłodnością w tle jest możliwe. I nie, nie wystarczy chcieć. To jest proces, do którego czasami dojrzewa się trochę dłużej. Czas nie ma znaczenia. On i tak upłynie. A im dłużej trwa leczenie, tym jest bardziej frustrujące. Dlatego warto budować swój mikrokosmos, który będzie miłą odskocznią od procedur.

Żałoba, której świat nie widzi
Czy da się poradzić sobie ze stratą dziecka? Oczywiście w psychologii mamy swego rodzaju „protokoły” czy też etapy żałoby. Najbardziej znany model Kubler-Ross czy też bardziej zadaniowy model William Worden. Ale tak naprawdę żaden z tych wymienionych czy innych nie jest ani najlepszym, ani jedynym słusznym narzędziem do opisania, a tym bardziej otulenia żałoby po utraconej ciąży, dziecku, nadziei.
Żałoba w przypadku utraty okołoporodowej może mieć charakter żałoby bardzo traumatycznej, ale też społecznie nieuznanej. Co jest kluczowe w przeżywaniu straty, to bycie widzianą. Nie tylko jako kobieta-mama, mężczyzna-tata, para-rodzice, ale też jako osoba, która jest „jakaś”. Oczywiście w zależności również od tego, jaka jest narracja tych, którzy się ze stratą mierzą. Bo nie każda utrata, nie każda żałoba jest o tym samym i nie możemy o tym zapominać.
Wewnętrzny świat osób po stracie jest pełen emocji, często sprzeczności. To miejsce, w którym poczucie winy może mieszać się z potrzebą poznawczego domknięcia, żeby oddać sobie sprawczość w tym, co się stało. Bardzo dużo mówi o tym psycholożka Katarzyna Skorupska, która specjalizuje się w takim czułym wsparciu w kryzysach okołoporodowych.
Dla osób po stracie ważnym aspektem jest umożliwienie im przeżywania straty tak, jak czują. Może rozmową, nawet jeżeli jest „w kółko o tym samym”, a może wręcz przeciwnie – milczeniem. Takim akceptującym, z trzymaniem za rękę i zrobieniem herbaty.
Co nie jest pomocne, to unikanie. Udawanie, że nie ma tematu. I to się tyczy zarówno tematu straty, jak i niepłodności. Bo oprócz utraty, te dwa bieguny łączy jeszcze jedno słowo – samotność. Olbrzymia samotność par, czasami też samotność w związku. Samotność, bo nie jesteśmy widziani. Samotność, bo inni nas nie rozumieją, nie potrafią z nami rozmawiać, nie chcą, nie mają wiedzy. Powodów może być mnóstwo.
Połączenie tych różnych światów w systemie rodzinnym – doświadczenia pary z niewiedzą, a może nawet ignorancją ze strony najbliższych, jest bardzo trudne.
Jak wspierać bliskich w kryzysie?
Trudno jednak wymagać od osób mierzących się z kryzysem niepłodności czy z żałobą tego, by jeszcze prowadziły psychoedukację swoim rodzinom i znajomym, jak mają ich wspierać.
Dlatego na sam koniec chciałabym zostawić kilka wskazówek na to, jak mądrze wspierać osoby w kryzysie niepłodności i po stracie. Co robić, a czego nie.
Jak wspierać bliskich w kryzysie?
Po pierwsze – dokształcić się. Poczytać o problemie, poznać podstawy, zaznajomić się z językiem. Po drugie – nie dawać rad. Nie wysyłać namiarów na specjalistów, jeżeli ktoś o to wyraźnie nie poprosi.
Nie przekonywać, że „będzie dobrze”, „dziecko się Wam należy” – to nie jest projekt, który może się dobrze skończyć, jeżeli się postaramy. Nie proponować rozwiązań typu „a myśleliście o adopcji?” Adopcja jest o czymś innym. To inny wymiar miłości.
Idąc za myślą Anji Franczak z Instytutu Dobrej Śmierci mam jedną radę dla tych, którzy chcą wspierać bliskich w tym trudnym czasie.
„Jeżeli chcemy zrozumieć żałobę jedyną drogą będzie autentyczne spotkanie z drugim człowiekiem”.